TWÓJ KOKPIT
0

Operacja Przypływ :: Książki

Vannar ścisnął nadgarstek Kerry i puścił go dopiero przed wejściem do kokpitu.

- Została nam tylko jedna rzecz. Nie mamy hipernapędu, ale mamy transport. Nie ma sensu spacerować tyle kilometrów do naszego statku w ulewie. – Uderzył w uszkodzoną konsolę. – Dorvinie, zamknij to i zabierz nas stąd.

Kerra widziała jak Vannar podszedł do okna. Z rękoma za plecami patrzył na deszcz. Słyszała zadowolonych Jedi. W ciemności korytarza zdała sobie sprawę, że miał rację.

Została do zrobienia tylko jedna rzecz.



Vannar spojrzał na monitor. To niemożliwe, nie na jej pierwszej misji. Wyczuł w Mocy jej intencje zanim wyszła z korytarza i opuściła transportowiec. Kazał Dorvinowi zamknąć wszystkie grodzie aby nie można było ich otworzyć od zewnątrz – ale usłyszał dźwięk wskazujący na otwarcie jednej z nich. Wtedy okazało się, że brama głównej ładowni została otwarta, akurat wtedy, kiedy transportowiec miał startować. Zapomniał, że Kerra ma możliwość zdalnego otwierania drzwi pilotem, który zabrała z ciała martwej przywódczyni Sithów. Ale Jedi o tym nie zapomniała.

Już była na ziemi, podskakując w błocie, kiedy dotarł do niej. Było zbyt wysoko, żeby skakać, więc Vannar skierował się do centrum dowodzenia. Ale nawet czujniki nie były w stanie zlokalizować małej postaci na ziemi. Oranessańska pogoda skutecznie to uniemożliwiała.

- Nie ma chyba zamiaru wracać – powiedział Vannar na wpół do siebie. Nie dałaby rady dotrzeć na piechotę w tamto miejsce. Ale co innego tam było?

- Nie możemy tu wisieć w nieskończoność, mistrzu Treece – odezwał się Dorvin. Znajdowali się w powietrzu, nie ruszając się z miejsca. Musieli wracać do swojego statku. – Jest tu zbyt wiele myśliwców Sithów, parkujących za hangarem. Jeśli będziemy musieli walczyć, nigdy nie odlecimy z Oranessanu!

- Wiem, do cholery! – Vannar spojrzał przez makrolornetkę, bezskutecznie. – Wiem, ale nie ruszymy, zanim…

- Czekaj!

Siedzący po prawej stronie Vannara Mrsk wskazywał na jeden z monitorów i krzyczał: - Kontakt na powierzchni! To istota organiczna! Cel: dwa-osiemnaście!

- Dajcie mi kamery działek z prawej burty, włączcie podczerwień! – odezwał się Treece. Obrazy migały na ekranie. Przez teleskopy umocowane do dział zobaczył małą figurkę wychodzącą z hangaru. Starając się nie stracić kontaktu wzrokowego, ujrzał błyski światła. Zielonego.

- To ona! – krzyknął.

Ignorując kolejne, bardziej natarczywe wołanie z wieży kontrolnej Sithów, polecił skierować transportowiec na równinę. Potrząsnął głową, zdumiony. Kerra użyła swojego miecza jako sygnalizatora, włączając i wyłączając go. Być może jednak jeden Jedi mógł zostać zauważony - przynajmniej przez drugiego.



Kerra upadła na pokład, łapiąc oddech. Vannar był przygotowany by ją złapać. Dorvin stojący na schodach obawiał się osadzić statek ponownie w błocie. Zmęczona dziewczyna musiała skoczyć na rampę, śliską od deszczu. Jeśli Vannar nie zdołałby jej złapać, ześlizgnęłaby się.

Obróciła się, krople deszczu spadły z jej ubrania. Vannar spojrzał na jej ubłocone rzeczy. Na swój strój Jedi miała narzucone ubranie kobiety, która wcześniej zginęła – pierwszej ofiary powrotu Kerry do Przestrzeni Sithów. Jednym ruchem Kerra wyciągnęła dużą, opalizującą tubę z kieszeni spodni i położyła ją na ziemi. Vannar gapił się na nią.

- Czy to…

- Cylinder aktywacyjny! – Dorvin, który pojawił się za nim sięgnął po tubę. – Hurra dla padawanki… to znaczy rycerza!

Vannar uklęknął przy Kerze, nadal próbującej złapać oddech. Potrafiła biegać w tym deszczu i to w ubraniu obcej osoby. Niewiarygodne!

W końcu się odezwała.

- Mieli zapasowe nawikomputery w hangarze. W środku zaś cylindry aktywacyjne. Nie ma sensu ukrywać kluczyków kiedy w pobliżu nie ma żadnego statku. – Spojrzała na ubranie robotnika Sithów z rozdarciem, które wypalił wcześniej miecz świetlny. – Musiałam tylko przejść przez drzwi. Ale na całe szczęście nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Mają tam bardzo dużo pracy.

- Na pewno – powiedział Vannar, pomagając się jej podnieść i przytrzymał ją, kiedy transportowiec uzyskał równowagę. – Ale wydawało mi się, że nie lubisz udawać Sitha.

- Jeszcze bardziej nie lubię, kiedy wygrywają.

Treece spojrzał na Kerrę zdumiony. Sięgnął po komlink.

- Jak tam, Dorvinie? Wszystko gra?

- Jasne. Następny przystanek: Chelloa!

- W porządku. Operacja Przypływ wchodzi w fazę drugą!

Przerwał połączenie i poklepał Kerrę po ramieniu, kiedy przechodziła koło niego.

- Dobra robota jak na pierwszy raz - pochwalił ją. – Ale wiesz co mam na myśli. Potrafisz planować, ale rzeczy zmieniają się tak szybko, że nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć co się stanie. – Uśmiechnął się. – Może powinniśmy nazwać naszą operację Ciągłą Zmianą.

Strząsając z włosów krople deszczu spojrzała na niego uśmiechając się znacząco.

- Na razie powinnam zaplanować pójście po ręcznik.





1 2 3 4 (5)

OCENY UŻYTKOWNIKÓW:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,00
Liczba: 3

Użytkownik Ocena Data
Jabba the best 10 2010-11-13 19:54:46
Lord Jabba 9 2011-02-23 14:56:40
Jamboleo 8 2014-07-04 12:28:28


TAGI: John Jackson Miller (66) Opowiadanie (oficjalne) (73)

KOMENTARZE (1)

  • Jamboleo2014-07-04 12:29:00

    Dobre uzupełnienie książki Błędny Rycerz.

ABY DODAWAĆ KOMENTARZE MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..