Książki

The Emperor's Plague


Autor: Kevin J. Anderson, Rebecca Moesta
Oryginalny tytuł: Young Jedi Knights: The Emperor's Plague
Wydanie PL: brak
Wydanie USA: Boulevard 1998
Okładka: Dave Dorman

Recenzja Lorda Sidiousa

To piąty i jednocześnie ostatni tom opowieści o Sojuszu Różnorodności (a przy okazji 11 tom Młodych Rycerzy Jedi). I powiem tylko tyle, jest to poniekąd esencja całej serii, zawiera wszystkie jej dobre i złe strony. Choć niestety bardziej widoczne są złe.

Przede wszystkim problem Kevina J. Andersona i Rebeccy Moesty jest to, że z jednej strony chcą pokazać wroga groźnego i niebezpiecznego, z drugiej starają się nie przeginać. Nolaa Tarkona nie jest w stanie zniszczyć galaktyki, nawet jej poważnie zagrozić, tak jak Akademii Jedi nie mógł poważnie zagrozić Qorl. Co jednak nie przeszkadzało autorom ukazywać jak bardzo sieje postrach swoim myśliwcem. Dochodzi do przewartościowania, to samo mamy tutaj. Acz Sojusz ma więcej wspólnego z Akademią Ciemnej Strony (równie patetyczną, co pretensjonalną) niż samym Qorlem. Tym razem jednak Nolaa dostaje do ręki potężną broń biologiczną – tytułową plagę Imperatora. Ma być ona odwrotnością wirusa Krytos, i zniszczyć wszystkich ludzi w galaktyce. Tylko jedno małe ale, bowiem Nolaa ma także wirusy na inne rasy! A plaga Imperatora ma bardzo wiele wspólnego z wspomnianym wirusem Krytos. I to mi się podoba, bo z jednej strony nawiązuje do EU, z drugiej nie zapomina się o broni biologicznej. Ale jednocześnie mamy pewne bliższe spojrzenie na sam Sojusz. On zaiste jest różnorodny, tak różnorodny, że trudno mu zaistnieć. W pewnym sensie on się już rozpada sam, każdy dąży do własnych celów. Finalna bitwa już tylko to przypieczętowuje. Zresztą więcej w niej uników niż samych walk, ale to już problem młodzieżówek. Ostatecznie dostajemy efekt Qorla, czyli wiele hałasu o nic. Niebezpieczeństwo straszliwie rozdmuchane, a właściwie prawie go nie było.

A to co najbardziej mi się podobało, już nie dotyczy Sojuszu. Już znajduje się po. To przygody młodych Rycerzy Jedi, choć przygody to za duże słowo. Raczej perypetie, gdy znów są młodzi i koncentrujemy się na nich. Szczerze, trochę inaczej się patrzy na pocałunek między Tenel Ka a Jacenem, gdy zna się ich późniejszą historię. Inaczej patrzy się taż na przyjęcie Zekka do zakonu (co z tego, że go nie trawię). Prawdę mówiąc to było tylko kilka stron, które sprawiły mi dużo większą frajdę niż cała reszta.

Cała historia Sojuszu Różnorodności, wmieszania w to rodziny Raynara, to pomysł przede wszystkim zmarnowany. Można było wyciągnąć z niego dużo więcej. To byłby średniak, gdyby nie to, że w tej opowieści gubią nam się główni bohaterowie. Oni są, albo raczej widzimy ich fantomy, bo oni się nie rozwijają. Ich sprawy schodzą na dalszy plan, ważne jest ratowanie kogoś innego i wszystko inne. Prawdopodobnie gdyby zachowano większy status qou między opowieścią o Sojuszu a perypetiami młodych Rycerzy, to zwłaszcza po latach czytałoby się to zupełnie inaczej. A tak mam nadzieję, że choć młodym czytelnikom się to kiedyś podobało.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 4/10
Klimat: 3/10
Opis świata: 5/10
Rozmowy: 2/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 3,50
Liczba: 2

Użytkownik Ocena Data
Lord Sidious 4 2010-11-18 21:53:26
parasol 3 2016-11-14 10:57:15

Tagi: Boulevard (14) Dave Dorman (21) Kevin J. Anderson (31) Młodzi Rycerze Jedi (14) Rebecca Moesta (16)

Komentarze (0)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.