Książki

Crisis at Crystal Reef


Autor: Kevin J. Anderson, Rebecca Moesta
Oryginalny tytuł: Young Jedi Knights: Crisis at Crystal Reef
Wydanie PL: brak
Wydanie USA: Boulevard 1998
Okładka: Dave Dorman

Recenzja Lorda Sidiousa

W końcu dotarłem do finału serii. Czternasty tom Młodych Rycerzy definitywnie zamyka zarówno historię Anji jak i przygód Jainy, Jacena i ich ferajny. Nie jest to może wielki finał, ale ja odczułem ulgę. Dla mnie to najdłużej czytana seria w SW, zaczęta jeszcze w poprzednim tysiącleciu, a skończona w 2011, i to bardziej na zasadzie zmuszenia się niż zaciekawienia. Nawet jeśli Amber by to wydał po polsku nie wiem, czy czytanie trwałoby u mnie wiele krócej. Trzeba było się zawziąć i tyle.

Czy ta książka jest zła? Tego nie powiedziałem, raczej brakuje jej polotu. Kevin J. Anderson i Rebeca Moesta dokonali nie lada wyczynu, zrobili dwa całkiem spore zwroty akcji, rozprawili się z Czarnym Słońcem, uratowali Kalamar i zakończyli serię. Zakończenie jest bardzo klimatyczne, bo dzieje się na Yavinie i jest mocno stylizowane na końcówkę „Nowej nadziei”. Przyznaję, że jest ona napisana tak, że odczuwa się pewną satysfakcję, że przeszło się z młodymi rycerzami tę drogę. Teraz są już oni pełnoprawnymi członkami zakonu i czekają na swój czas (NEJ). Nie ma wielkiego bum, trzęsienia ziemi, ale jest porządne zakończenie, które mnie w całości zadowala. Nie jest wyszukane, lecz idealnie pasuje do reszty universum, które znamy już z innych dzieł.

W czym zatem tkwi problem? Głównie w tym, że na to wszystko mamy niecałe 200 stron i fabuła idzie w całości zgodnie z planem. Nie ma mowy o żadnych trudnościach, a czytelnik - no może poza zakończeniem - spodziewa się dalszego biegu wypadków (nawet drugiego zwrotu).

Pierwszym otwieramy książkę. Anja Gallandro jest narkomanką uzależnioną od przyprawy, kradnie okręt Zekkowi i ucieka na Kessel. Tam dowiaduje się, że Czarne Słońce ją wykorzystywało i okłamywało. Zdradziła swoich nowych przyjaciół, teraz sama jest zdradzona przez dawnych mocodawców. Ta jakże dramatyczna scena mogłaby być całkiem ciekawie rozwinięta, ale nie w tej serii. Znamy już pomysły autorów zbyt dobrze. Biedna Anja okazuje skruchę i chwilę potem już walczy ramię w ramię z młodymi rycerzami Jedi przeciw Czarnemu Słońcu. Z Kessel lecą Kalamar, by ostatecznie rozprawić się z bandytami, którzy skryli się na Kryształowej Rafie (zmiana planety to właśnie drugi zwrot, ale tytuł nam go sugerował). Gdzieś w tle pojawia się kolejna postać z filmów, Nien Nunb, taki standard w tych powieściach. Potem na Kalamarze przeżywamy chwilę grozy, choć znamy już zbyt dobrze zdolności do przesadzania dwójki autorów, którzy ze zwykłego myśliwca TIE potrafili zrobić galaktyczne zagrożenie, więc ziewając przeskakujemy dalej... i spodziewany sukces młodych Rycerzy Jedi. Pobili Drugie Imperium, Sojusz Różnorodności, a teraz Czarne Słońce. Ich tajemnica tkwi współdziałaniu. Byłoby pięknie, gdyby nie to, że to prawie czternasty raz to samo. Może źle oceniłem na początku, że brakuje tu polotu, raczej brakuje tu świeżości. Jeśli wymienimy Czarne Słońce na innego wroga, dostaniemy kopię poprzednich tomów. To już nie jest w stanie wywoływać żadnych emocji, ani pozytywnych, ani negatywnych. Jako czytelnik jestem tym zmęczony i cieszę się, że to już definitywny koniec.

I tak na koniec, by pokazać, że młodzi Rycerze dorastają, dochodzą nam już wyraźne wątki miłosne. Jacen zostaje sparowany z Tenel Ka, a Jaina z Zekkiem, Anakin pewnie z Tahiri, ale o nich jak zwykle prawie nic nie ma. Nie jest to, co prawda „Zmierzch” czy inny „galaktyczny” romans, ale jest już to kwestia bardzo wyraźna. Szkoda, że to główna zmiana, która ma ukazać dorosłość młodych Rycerzy.

I na koniec jedno zdanie. Młodzi Rycerze – nigdy więcej. Nie jest to seria, do której zamierzam wrócić. Ale też nie da się jej zapomnieć, i to nie przez jakieś traumatyczne przeżycia, lecz z jednego prostego powodu. Kevin J. Anderson jest geniuszem jeśli chodzi o tworzenie postaci. Ta cała banda młodzików jest może przerysowana, śmieszna, odtwórcza, ale przy tym na tyle wyraźna, że zapada w pamięć. To jest największy plus tej serii, ona tworzy potencjał, z którego potem korzystają inni autorzy. Szkoda tylko, że Kevin i jego żona sami nie potrafili obronić tego, co wymyślili. Anderson byłby genialnym redaktorem, jak to było przy antologiach, autorem niestety jest trochę gorszym.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 5/10
Klimat: 4/10
Opis świata: 5/10
Rozmowy: 4/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 5,00
Liczba: 1

Użytkownik Ocena Data
Lord Sidious 5 2011-03-13 22:57:11

Tagi: Boulevard (14) Dave Dorman (21) Kevin J. Anderson (31) Młodzi Rycerze Jedi (14) Rebecca Moesta (16)

Komentarze (4)

Nie to moja własna opinia wysnuta po czytaniu Trylogii Akademii Jedi i recenzji kolejnych młodych rycerzy Jedi.

Seller przeczytałby książkę po angielsku? Wierzyć mi się nie chce. :P

Seller, a może coś tak od siebie, bo napisałeś to samo co Sidious w recenzji, no chyba że nie czytałeś ;p.

Kevin j. Anderson ma fajne pomysły, tworzy ciekawe postaci, ale nie potrafi tego dobrze wykorzystać.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.