TWÓJ KOKPIT
0

Kryzys wiary :: Książki

W naturze szturmowców nie leżało ukrywanie się. Całe ich nastawienie i trening, nie mówiąc już o lśniących białych zbrojach mówiły co innego.

Niemniej jednak szturmowiec Lhagva ze Strommów starał się nie pokazywać się nikomu.

Przez pierwszą godzinę udawało mu się to, biegał cicho między kuchnią "Ostrzeżenia" a szafkami z bronią i ekwipunkiem, wybierając drogę, którą rzadko chodzili wyżsi oficerowie, chyba że mieli powód. Strzygł uszami kiedy przekradał się cicho, nadsłuchując głosów i twardych kroków.

Brakowało dziesięciu minut do dwóch godzin, kiedy szczęście się od niego odwróciło. Kiedy okrążał zamknięte dla bezpieczeństwa skrzynie, wpadł na porucznika Dramosa Sanjuna, który opierał się od niechcenia o siodełko śmigacza typu Mobquet, przeznaczonego do rekonesansów.

- Szturmowiec Lhagva - powiedział Sanjin pozornie obojętnie. - Chyba nie dosłyszałeś rozkazu nakazującego wszystkim Strommom na pokładzie "Ostrzeżenia" udanie się do Hangaru Trzeciego.

- Przepraszam, poruczniku - powiedział Lhagva, starając się nadać głosowi ton zaskoczenia i zawodu. - Mam ostatnio kłopoty ze słuchem.

- Naprawdę? Nie miałeś takich problemów kiedy komandor Balkin nakazał wcześniej ćwiczenia strzeleckie.

Lhagva skrzywił się. Tu Sanjin go przyłapał i nie było sensu przeciągać tego. - Słyszałem, że wszyscy Strommowie musieli opuścić pokład z powodu nadchodzącego ataku. Chciałem zostać.

- Poczuwasz się do ignorowania rozkazów, którym się sprzeciwiasz?

- Potrzebuje mnie pan, poruczniku - powiedział Lhagva, zdając sobie sprawę, że stąpa po cienkim lodzie. - Puriv i ja jesteśmy jedynymi osobami w grupie uderzeniowej, które rozumieją Mowę Żołnierzy Quesothów. Możemy ostrzegać was przed rozkazami jakie daje królowa swoim żołnierzom.

- Jednak Puriv opuścił "Ostrzeżenie" zgodnie z rozkazem - powiedział Sanjin. - Czy chcesz powiedzieć, że jego lojalność wobec oddziału jest mniejsza niż twoja?

- Puriv ma rodzinę i honor, który musi zachować - rzekł Lhagva. - Sprzeciwienie się rozkazom okryje ich wszystkich hańbą.

- Jesteś sierotą, który nie może nikomu przynieść wstydu?

- Jestem sierotą, który okryje hańbą tylko siebie - poprawił Lhagva. - Przyjmę ten wstyd.

- Dyscyplina Strommów jest okrutna - ostrzegł Sanjin. - Dyscyplina imperialna może być jeszcze gorsza.

- Rozumiem - powiedział Lhagva. - Proszę mnie ukarać albo zdegradować jeśli pan musi, poruczniku. Ale proszę tego nie robić do jutra.

Sanjin patrzył na twarz Lhagvy. - Masz takie silne przeczucia co do tej bitwy?

- Quesothowie są sprzymierzeńcami Strommów - powiedział Lhagva. - Ponadto spędziłem dwa lata w enklawie dyplomatycznej Strommów na skraju Czarnego Miasta. Lubię tych ludzi i nie chcę, żeby zostali zniszczeni.

- Dlaczego tak myślisz?

- Jeśli Nuso Esva nie zostanie powstrzymany, to jedyny rezultat - powiedział Lhagva. - Jeśli utrzyma Czerwone Miasto, kwestią czasu będzie kiedy zdobędzie Białe i Czarne a potem całą planetę.

- A ty chcesz widzieć, jak zostaje powstrzymany.

- Tak, sir, chcę.

- Nawet za cenę życia i honoru?

- Jestem imperialnym szturmowcem, poruczniku - rzekł Lhagva. - Żyję i umieram aby zadowolić moich przełożonych i dowódcę.

- A jeśli ci sami przełożeni każą ci zostawić to w spokoju?

Lhagva przełknął ślinę, marząc o tym, żeby przeniknąć wyraz twarzy Sanjina. Ale emocje ludzi było mu ciężko odczytać.

- Wtedy zrezygnuję i dołączę do mojego byłego oddziału jako cywil. Ukrywając się na statku jeśli będzie trzeba.

Przez kilka chwil Sanjin gapił się tylko na niego.

- Twoje problemy ze słuchem... Przychodzą i odchodzą, tak?

Chwilę zajęło Lhagvie zrozumienie o czym mówi Sanjin. W oczach człowieka zobaczył dziwny błysk.

- Tak, sir - powiedział. - Jak mówiłem wcześniej...

- Brzmi to poważnie - przerwał mu Sanjin. - Lepiej udaj się do medyka. Przekażę oficerowi łącznikowemu Strommów, że zostaniesz na pokładzie dopóki droidy diagnostyczne nie dowiedzą się co ci dolega i jak temu zaradzić. - Przekrzywił głowę. - Jestem pewny, że każą ci zostać dopóki transportowce bojowe nie odlecą jutro rano.

- Mam nadzieję, że z moim słuchem wszystko będzie w porządku, kiedy rozkaz zostanie wydany. - Lhagva skłonił się. - Dziękuję, poruczniku.

- Jeszcze mi nie dziękuj - ostrzegł Sanjin. - Najlepiej w ogóle mi nie dziękuj. Jeśli przeżyjemy jutrzejszy dzień, kapitan Parck obedrze nas żywcem ze skóry. Oczywiście jeśli nie zrobi tego komandor Balkin. - Skierował Lhagvę we właściwym kierunku. - Idź do medyka i się wyśpij. Tak czy inaczej, jutrzejszy dzień skończy się źle.


1 2 3 4 5 6 7 8 (9) 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23

OCENY UŻYTKOWNIKÓW:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,00
Liczba: 4

Użytkownik Ocena Data
Przemekk9 10 2021-03-27 00:11:11
Alex Wolf 10 2011-09-27 02:11:33
Kassila 9 2011-09-26 12:49:42
Stele 7 2011-09-28 18:02:04


TAGI: Timothy Zahn (35)

KOMENTARZE (5)

  • Stele2011-09-29 21:05:52

    Wszyscy lordowie postendorowi też byli patriotami. Raptem bronili swych rodzinnych światów przy użyciu tego, co mieli na zbyciu. A gdy one były bronione, to zajmowali się ochroną innych systemów. ;)

    Co Thrawn właściwie zrobił? Porzucił tradycje własnego ludu, za co został wygnany. Zaciągnął się do imperialnych, przysięgając wierność Imperatorowi i Imperium. Talent miał, to dobrze pracował. Cały czas na boku podprowadzał jednak technologię, fundusze i materiał genetyczny do budowy Imperium Ręki. Gdy tylko nadarzała się okazja, ustawał sobie misję w rodzinne strony, by doglądać prywatnych interesów. No i jak tu się dziwić Palpiemu, że obcym nie specjalnie ufał? Imperium Ręki nawet niespecjalnie pasuje do teorii, jakoby wszyscy o Vongach wiedzieli.

  • Kassila2011-09-29 13:54:26

    Stele --> A, że niby to był pic na wodę? Że Thrawn nie potrzebował dzieł sztuki, tylko logika nakazywała Esvie zrobienie pułapki w tym dokładnie miejscu? I miało mu się wydawać, że rzeźbami skołuje Thrawna?
    Ależ nie był prywaciarzem, tylko patriotą :D Pamiętasz, jak mówił, że zrobi wszystko, co konieczne, żeby obronić swój lud? Nie więcej. Ale i nie mniej. Widocznie uznał to za konieczne :D Potrzebował najlepszych - u niego raczej nie groziło im zmarnotrawienie talentu. Jak już Przestrzeń Chissów była chroniona, mógł się zająć obroną na szerszą skalę. Z najlepszymi żołnierzami pod słońcem :)

  • Stele2011-09-28 18:15:20

    Gdzie tu niby Thrawn przekombinował z analizą sztuki? Czytałem to wielce na raty, ale pamiętam raczej, że sam się z tego śmiał :P

    Średnio podoba mi się cała koncepcja Imperium Ręki. Thrawn wychodzi tu na strasznego prywaciarza, który jedynie zagrabiał wojska Palpiego. Cóż, takie są konsekwencje rekrutacji zdolnych i ambitnych przeciwników we własne szeregi. Chciałbym usłyszeć oficjalne dalsze losy Ali Tarrak i zobaczyć, czy postępowała podobnie. ;)

  • Alex Wolf2011-09-27 02:12:10

    fajny wstęp do Dziedzica Imperium :)

  • Kassila2011-09-26 12:49:36

    Codzienna służba w Nieznanych Rejonach, sympatyczny, zróżnicowany rasowo 501., Thrawn w analizie sztuki przechodzący samego siebie (tu Zahn poszedł po bandzie - przegiął nawet jak dla mnie) i złotooki watażka, którego wyznawcami są Luke, Leia i Rukh:) Innymi słowy: ciekawa historyjka ukazująca Imperialnych w takim świetle, w jakim powinna:) I wielki plus za Stenta:D
    Tylko dlaczego Robale?! Mieszka tam chyba też ktoś inny. Ech, trudno: 9/10 za Chissów:P

ABY DODAWAĆ KOMENTARZE MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..