Fandom

Relacja z Celebration Europe II

Podsumowania



Lorn

Pora na prywatną ocenę imprezy. Mimo zróżnicowanych opinii z różnych stron – zwłaszcza osób, które na Celebration nie były, (bez wskazywania palcem, pozdrawiam serdecznie) wystawienie końcowej oceny przyszło mi niezmiernie łatwo. Być może na mój odbiór imprezy wpływ miał długi czas oczekiwania, może chodzi też o to, że byłem na imprezie tego typu pierwszy raz i nie mam punktu odniesienia, nie wiem. Z mojego punktu widzenia Celebration Europe w Essen było bardzo udanym i świetnie zorganizowanym świętem fanów Gwiezdnych Wojen. Przez trzy dni spotkałem aktorów, których do tej pory znałem tylko ze szklanego ekranu. Zobaczyłem wystawy pełne klocków lego, figurek, modeli i odjechanych gadżetów. Poznałem ludzi zakręconych na punkcie Star Wars co najmniej tak jak ja. Wspaniała atmosfera wielkiego pikniku z Sagą udzielała się wszystkim i wszędzie a widok sitha spacerującego przez centrum czy szturmowca jadącego metrem wywoływał uprzejme zainteresowanie .

Podczas zorganizowanych paneli Warwick Davis sprawdził się bardzo dobrze jako gospodarz imprezy, jego żarty i anegdoty bawiły publiczność i wprowadzały więź porozumienia, nawet jeśli po dwóch dniach znaliśmy już wszystkie wariacje jego mowy początkowej. Odpowiedzialni za oprawę panowie z Reed Pop również stanęli na wysokości zadania i dbali o to aby zgromadzona publiczność nie nudziła się w oczekiwaniu na gwiazdy paneli. Zaproszeni goście nie zanudzali przybyłych i sami nie sprawiali wrażenia znudzonych. Jedynym panelem, który nieco mnie rozczarował, było spotkanie z Kathleen Kennedy, po którym spodziewałem się więcej konkretów a otrzymałem historię o trzyletniej córce, która uwielbiała Vadera.

Czy wszystko odbyło się bezbłędnie? Oczywiście, że nie. Można się przyczepić do całkowitego braku Expanded Universe, które mogło zostać zmarginalizowane zarówno z uwagi na jego niepewny los jak i dlatego, że na poprzednim CE również go nie było. Brakowało stoiska z prawdziwego zdarzenia z anglojęzycznymi książkami ze świata SW, pojawiło się tylko niemieckie Panini. Nie dowiedzieliśmy się niemal nic o nowych epizodach czy planach Electronic Arts związanych z wykorzystaniem marki. To wszystko oczywiste braki, ale czy miałem okazję aby odczuć to w Essen? Absolutnie nie, jest to efekt przemyśleń dokonanych na spokojnie podczas długiej podróży powrotnej. Na samej imprezie cały czas się coś działo i nie było czasu na myślenie o nieobecnych. Z mojego punktu na minus należy zaliczyć tylko dwie rzeczy – absurdalne ceny autografów, droższych nawet od trzydniowej wejściówki, oraz metro. Ten drugi zarzut kieruję raczej pod adresem miasta, które zachęcało do korzystania z metra jako środka transportu na targi ale jednocześnie nie pomyślało o zwiększeniu intensywności kursów na tej linii, a ostatni przejazd zaplanowano na 22:50.

Jeszcze pół roku temu uważałem, że wyjazd na Celebration Europe do Essen jest najdroższą i najodleglejszą wyprawą na jaką mogę się wybrać tylko dla Gwiezdnych Wojen. Dzisiaj pod wpływem tego co zobaczyłem, zaczynam nieśmiało kalkulować ile mógłby kosztować wypad do Kalifornii. Z mojej strony wystawiam więc absolutnie subiektywną ocenę 9/10.

Shedao Shai

Celebration Europe II było niezłą imprezą, aczkolwiek sporo w niej brakowało do ideału. Po pierwsze, co mi przeszkadzało najbardziej: był to w 100% konwent filmowy, fani EU nie mieli właściwie nic dla siebie. Do tego drażniący „pre-show” przed każdym panelem na Celebration Stage oraz męczący Warwick Davis jako prowadzący najważniejsze spotkania. Paneli było dość mało, w związku z czym ani razu nie miałem rozterki: „iść na to, czy na to?”. Z jednej strony to dobrze, ale jednak atrakcji mogłoby być więcej, cały czas miałem wrażenie, że jestem na okrojonej wersji Celebration, a żeby mieć komplet wrażeń – muszę polecieć do Ameryki. Ale żeby nie było, że tylko narzekam – były naturalnie również plusy, a największy z nich to zdecydowanie spotkania z aktorami. Zobaczyć na żywo Marka Kamilla, Carrie Fisher czy Iana McDiarmida – to było świetne przeżycie, coś co każdy fan „Gwiezdnych wojen” powinien kiedyś doświadczyć. Czy żałuję wyjazdu na CE II? Nie, zdecydowanie nie, chociaż nie czułem się na nim jak w raju fana SW.

Lord Sidious

Wszystko z czasem powszednieje, także takie wydarzenia jak Celebration. Przy piątym podejściu do konwentu z tej serii nie tylko mam już swoje oczekiwania, ale trudno mnie też zaskoczyć. Zbyt dużo rzeczy widziałem, a prawdę mówiąc większość najciekawszych też już mam zaliczone. Owszem zawsze znajdzie się coś, jak w tym roku Kathleen Kennedy, ale chcąc nie chcąc jest tego coraz mniej. Choć mam nadzieję, że akurat niebawem się to trochę zmieni. To z pewnością dość mocno rzutuje na mój odbiór niemieckiego Celebration. A jeśli dodamy skalę, ten konwent był wyraźnie mniejszy niż to co widziałem w Stanach czy Londynie, to mój odbiór tego wydarzenia jest niestety dużo gorszy. Konwent jest mniejszy, ale jeszcze nie na tyle by był kameralny. Gorzej zorganizowany, ale wciąż jeszcze jest to dobra szkoła i dobry kierunek. To bardziej balansowanie na granicy, którą niektóre z polskich konwentów próbują skutecznie forsować. Pod względem organizacyjnym jestem po prostu zawiedziony, Niemcy zrobili dobry konwent, ale do poziomu brytyjskiego Celebration im daleko, amerykański poziom jest dla nich nieosiągalny.

Natomiast w tym momencie trzeba zadać sobie drugie pytanie, czy bawiłem się na konwencie dobrze. I odpowiedź brzmi tak. Owszem lepsze jest wrogiem dobrego, ale nie można też wpadać w skrajności. Exhibit Hall z pewnością jest ważnym miejscem, ale w dobie internetu wiele rzeczy mogę zdobyć bez wychodzenia z domu. Największa siła Celebration to pokazy i panele z gwiazdami, a tu, dzięki wsparciu Amerykanów, organizatorzy nie zawiedli. Tym razem dla mnie najważniejszym punktem programu było spotkanie z Kathleen Kennedy, świetnie było ją zobaczyć, posłuchać, mimo, że powiedziała dość niewiele o najbardziej interesujących tematach. Jednak możliwość zobaczenia i posłuchania najważniejszej osoby decyzyjnej dla całej franczyzy to jest coś, co dla mnie jest największą zaletą tego konewntu.

Freedon Nadd

Celebration Europe Essen było moim pierwszym konwentem z rodziny "Star Wars Celebration", dlatego też z całą pewnością moja ocena będzie wyższa, niż kolegów którzy odwiedzali już kilkukrotnie Stany Zjednoczone. Konwentowe Exhibit Hall było największym widzianym przeze mnie do tej pory miejscem, w którym zgromadzonych zostało tyle gwiezdnowojennych rekwizytów, można było zrobić ciekawe zakupy, czy ostatecznie wzbogacić się o autografy aktorów tak ze starej, jak i nowej trylogii.

Konwent przeprowadzony został wyłącznie w tematyce okołofilmowej, dlatego też Expanded Universe potraktowane zostało zdecydowanie po macoszemu. Przyznam się osobiście, iż zabieg taki odpowiadał mi w pełni właśnie dlatego, że było to moje pierwsze Celebration i nie musiałem martwić się o to, czy będąc na jednym punkcie programu, nie ominę innego ciekawego. Spotkania z aktorami były zdecydowanie najciekawszymi i mogłem skupić się w pełni na obecności na nich. Dwie rzeczy, które irytowały mnie najmocniej na Celebration Stage to show przed spotkaniami oraz prowadzący same spotkania Warwick Davis. Niejednokrotnie starał się on sprawić wrażenie, że jest większą gwiazdą niż zaproszeni przez niego goście, co nie robiło na mnie dużego wrażenia. Natomiast sami główni goście to była już kwintesencja tego, czego spodziewałem się po Star Wars Celebration. Moim faworytem był Anthony Daniels, a obecność na jego panelu była dla mnie przede wszystkim przednią zabawą. Mieliśmy także możliwość zobaczenia Iana McDiarmida, czy Carrie Fisher kolejny raz potwierdzającą wygłupami na scenie, jak bardzo zdystansowaną do siebie jest osobą. Na Celebration Europe Essen po raz pierwszy pojawiła się także Kathleen Kennedy, a jej panel był najbardziej oczekiwanym przez większą część fanów panelem drugiego dnia. Niestety, pomimo ogłoszenia kilku i tak już oczywistych informacji, na koniec większość z fanów - w tym również ja - czuła się zawiedziona. Wszystko to według mnie w dużej części nadrobiło niedzielne spotkanie z Markiem Hamillem, będące jednym z najlepszych punktów programu na całym konwencie - nie tylko dzięki doskonałej atmosferze na sali, ale i dzięki świetnemu podejściu samego aktora.

Na koniec warto wspomnieć o cosplayowcach, wśród których dopisali członkowie sporych organizacji jak Rebel Legion, czy 501st, ale też wielu ludzi nie związanych z nimi. Świetną sprawą było zobaczyć ich wszystkim razem, często wśród filmowych scenografii. Moimi faworytami byli: trzymetrowy wampa, Darth Talon, Mace Windu, oraz Lumiya z konkursu.

Organizacja, panele i forma całego konwentu przekonały mnie do wizyty na kolejnym, tym razem już dużym Star Wars Celebration Anaheim w 2015 roku. Miejmy nadzieję, że podobnie przekonany do mojej (wizy)ty będzie konsul w amerykańskiej ambasadzie!

Rusis

Celebration Europe II było już moją trzecią imprezą tego typu, w tym drugą organizowaną w Europie. Nie sposób zatem przy ocenianiu jej uniknąć porównań do poprzednich edycji. Jadąc na CE2 wiedziałem, że nie będzie ono zorganizowane z takim rozmachem jak imprezy za oceanem – świadczyła o tym choćby zapowiedziana mniejsza liczba paneli. Oczekiwałem imprezy, która dorówna pierwszej edycji europejskiej. I niestety pod tym względem się zawiodłem. Zawiodłem się przede wszystkim na „sercu” konwentu, którym jest dla mnie Exhibit Hall – to tam spędzałem czas zawsze między kolejnymi punktami programu, wyszukując kolekcjonerskich okazji do kupna. Tym razem Exhibit Hall było, w porównaniu do poprzednich edycji, zwyczajnie małe. Na halach na których wystawiali się sprzedawcy i wydawnictwa było tyle miejsca wolnego, że spokojnie dałoby się manewrować samochodem – organizatorom nie udało się zapełnić ich, a to sprawiało wrażenie „ubogości”. Już po pierwszym przejściu przez Exhibit Hall obejrzałem wszystko co było do zobaczenia, nie było potrzeby regularnego wracania. Szkoda, bowiem konwent wydał się przez to mniejszy.

Na imprezę jednak jechałem nie z uwagi na wystawy, a z uwagi na panele. I muszę przyznać, że na nich się nie zawiodłem. Prowadzone były bardzo dobrze, a ich ilość i jakość mnie całkowicie zadowalała. W związku z czym zdecydowanie wróciłem z konwentu zadowolony, a imprezę mogę ocenić pozytywnie. Teraz pozostaje czekać na kolejną edycję, tym razem w Anaheim.





Relację spisali: Lord Sidious, Freedon Nadd, Lorn, Shedao Shai, Rusis
Zdjęcia: Freedon Nadd, Shedao Shai, Rusis

1 2 3 4 5 (6)


Tagi: Celebration (9) Relacja (300)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.