Fandom

Star Wars Celebration Europe 2016

Podsumowanie

Podsumowanie Lorda Sidiousa
Gdy zobaczyłem program Celebration oraz nowe zasady wejścia na Celebrity Stage, zwyczajnie się załamałem. Kilka paneli na krzyż, w dodatku w większości powtórka z ostatniego Celebration w Anaheim, a przede wszystkim brak punktów o „Przebudzeniu Mocy”, brak gwiazd VII Epizodu, no i brak „Zemsty Sithów 3D”, na którą się mocno nastawiłem. To nie był dobry prognostyk, ale jak się okazało nie taki diabeł straszny jak go malują.

Inna organizacja niestety jest wynikiem aktualnej sytuacji politycznej i obawy przed zamachami. Może jest uciążliwa, ale koniec końców sprawdziła się, więc pewnie będą ją powtarzać i ulepszać. Ograniczenie do możliwości obejrzenia dwóch paneli w Celebrity Stage wymaga umiejętnego wyboru, ale jednocześnie sprawia, że konwent jest też dużo bardziej męczący. Wejściówki są rozdawane od szóstej rano. Ciężej się wyspać, rozbija to dzień, zwłaszcza gdy się intensywnie konwentuje. Natomiast brak wspomnianych wyżej punktów programu sprawi, że pewnie minie trochę czasu zanim powrócę na ten konwent. Coroczne edycje niestety sprawiają, że mimo wszystko jest to bardzo podobne i powtarzalne, ale też adresowane do kolejnej grupy fanów, którzy jeszcze tego nie widzieli.

To nie znaczy, że źle się bawiłem. Uśmiałem się na panelu Carrie Fisher, czy Anthony’ego Danielsa. Bardzo podobał mi się też panel o „Łotrze 1” z całą główną obsadą na żywo. Zaś ILM xLAB i „Trials of Tatooine” to naprawdę coś, co warto wypróbować.

Prawdę mówiąc dało mi to czas, by tym Celebration bawić się na spokojniej. Pierwsze Celebration były dla mnie sztuką nierzadko trudnego wyboru, kolejne dostania się na panele, tu było zdecydowanie więcej relaksu. No i jeszcze wspaniała lokacja jaką jest Londyn, który kusi sam sobą. Sprawia to, że jestem zadowolony z wyjazdu. Ale jeśli chodzi o konwent, to chyba muszę poczekać, aż w końcu naprawdę zaczną mówić o nowych filmach. Nie o tym, co zamierzają zrobić, ale o tym, co zrobili i jak. Jak zaczną ściągać nowych aktorów (ew. tych z prequeli). Główna obsada klasycznej trylogii jest wspaniała, zwłaszcza obserwowanie Carrie na scenie. Acz kolejny raz mogę to obejrzeć w Internecie, a na sali niech siedzi ktoś inny, kto jeszcze jej na żywo nie widział. Myślę, że poczekam aż Celebration znów wróci do Europy i mam nadzieję, że do tego czasu będą mieć nowy program. Powrót do Londynu był fajny, ale chyba czas odpocząć.

Podsumowanie Lorna
Wizyta w Londynie była moją drugą okazją do uczestniczenia w imprezie, jaką jest Celebration Europe. Poprzednią była ta zorganizowana w Essen w 2013 roku i w naturalny sposób była dla mnie punktem odniesienia do edycji tegorocznej. Po dotarciu do ExCeL gdzie odbywała się impreza, miałem wrażenie, że w tym roku jest nieco kameralnie, że całość upchnięto w „takim dużym centrum handlowym” – jakże się myliłem. Kompleks londyński tylko na pierwszy rzut oka wydaje się mały, aby docenić jego rozmiary należy spróbować przejść całość w czasie między jednym a drugim panelem dyskusyjnym – ciężka sprawa. A ponieważ całość na trzy dni opanowali fani Gwiezdnych Wojen to o kameralnej imprezie nie mogło być mowy. W Londynie wszystkiego było więcej, wystawców, prywatnych kolekcji, wysokiej klasy replik, fanklubów, a nawet cosplayerów.

O atrakcyjności takiej imprezy poza halami wystawowymi i cosplayerami świadczą także, a może przede wszystkim, panele. Te odbywały się tak jak poprzednio w kilku miejscach, najatrakcyjniejsze wydawały się te na scenie głównej nazwanej „Celebration Stage” oraz dwie mniejsze - „Behind the scenes stage” i „Galaxy Stage”. Na mniejszych scenach odbywały się panele komiksowe oraz spotkania z wydawcami Star Wars Insider’a a także, co bardzo mnie ucieszyło -po raz pierwszy w Europie -książek z nowego kanonu. Zawartość tych paneli była całkiem satysfakcjonująca, pozwalała na wypełnienie czasu między większymi atrakcjami. Sercem imprezy była jednak Celebration Stage –to tam zaproszeni byli najznamienitsi goście, tam odbył się panel „Łotra” i „Rebeliantów” oraz spotkania z Carrie Fisher, Markiem Hamillem i Anthonym Danielsem. Jeśli chodzi o panele Łotra i Rebeliantów to przeczytacie o nich w odpowiednich miejscach, jeśli chodzi pozostałą zawartość sceny głównej to byłem nieco rozczarowany. Oczywiście, klimat był niesamowity, o odpowiednie nastawienie publiczności dbał Mark Daniels i Warwick Davis a na panelu z Danielsem nie sposób nie bawić się dobrze, ale osobiście liczyłem na spotkania z aktorami obecnie grającymi w filmach. Epizody VII i VIII a tym bardziej „Łotr 1” wprowadzają do sagi tyle nowych twarzy, że aż żal, że z żadną z nich nie przygotowano spotkania –tym bardziej, że spora grupa mieszka w Wielkiej Brytanii.

Liczyłem też na jakiekolwiek wieści związane z epizodem VIII, na to jednak trzeba będzie pewnie poczekać przynajmniej do premiery Łotra. W tym kontekście na Celebration za dużo było w tym roku wspominania tego o stare, a za mało wprowadzania do tego co nowe Dziwnym pomysłem było też wprowadzenie opasek i ograniczenie każdego uczestnika do maksymalnie dwóch wizyt na scenie głównej każdego dnia. Efektem tego były kolejki ustawiające się po opaski od godziny 6 rano mimo, że impreza formalnie zaczynała się od 10. Trzeba jednak przyznać, że sprawna organizacja pozwoliła uniknąć przepychanek a limitowanie liczby osób wchodzących na salę uniknąć dantejskich scen jakie znamy z rodzimych konwentów.

Impreza jako całość wypadła jednak bardzo pozytywnie. Mniejsze lub większe uchybienia nie są w stanie przyćmić tego, co w Londynie było najważniejsze i co najsilniej oddziaływało na wyobraźnie. To jedno z niewielu miejsc na świecie gdzie po jakimś czasie, człowiek przyzwyczaja się do mijających go szturmowców, Jedi, czy kolejnego Revana. Przez trzy dni kilkadziesiąt tysięcy fanów z całego świata bawiło się wspólnie. Obcy ludzie, których połączyła pasja do filmu stworzonego 40 lat temu. Przez te trzy dni nie miało znaczenia czy ktoś jest fanem starego Expanded Universe, nowego kanonu, czy może w ogóle tylko filmów. Ilość pozytywnej energii, którą sprowadziło tam ze sobą tych kilka pokoleń pasjonatów, rodziców z dziećmi, dziadków z wnukami jest niemożliwa do opisania. Tego trzeba doświadczyć, aby zrozumieć, że Gwiezdne Wojny mogą się zmieniać, mogą nie zawsze nam się podobać, ale radość jaką wywołują jest uniwersalna, działa już blisko pół wieku i oby działała jak najdłużej.

Podsumowanie Mastera
Z redakcji Bastionu byłem jedynym debiutantem na Celebration, więc moje wrażenia mogą być najbliższe tym, którzy może rozważają wyjazd do Orlando czy też jeszcze późniejsze edycje. Do Londynu pojechałem z wielkimi oczekiwaniami.

Przed wyjazdem wiedziałem, że będę się musiał liczyć z kolejkami, lecz trochę się zmartwiłem informacją o polityce kolejek na panele na Celebration Stage. Żeby się na nie dostać, trzeba było stanąć w kolejce rozpoczynającej się o 20 poprzedniego dnia. Perspektywa nieprzespanej nocy, lub nocy spędzonej na hali średnio mi się uśmiechała, więc wspólnie w grupie zdecydowaliśmy, że będziemy spać w hotelu i pojedziemy pierwszym pociągiem z rana. W piątek i sobotę była to 5:34, ostatniego dnia około dwie godziny później. Wristbandy na panele były rozdawane od 6 i na szczęście każdego dnia udało mi się odstać na scenę główną na wszystkie panele, które mnie interesowały. Czy wprowadzenie po raz pierwszy takiej polityki kolejek na najważniejsze panele było dobrym pomysłem? Moim zdaniem jak najbardziej tak. Dzięki temu konwent był w trakcie dnia o wiele bardziej uporządkowany. Zawsze warto postać w kolejce przed otwarciem hal, żeby nic z Celebration nie stracić. Przecież stanie w kolejce ze świadomością, że w tym czasie jest inny panel, który chciałeś odwiedzić, a nie możesz, bo czekasz w kolejce, jest okropne.

Pod względem organizacyjnym nie mogę organizatorom nic zarzucić. Widać było, że stawiają bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Polityka replik broni była restrykcyjna, ale na tyle dopasowana, by nie wpłynąć negatywnie na jakość cosplayów. Na hale nie można się było dostać bez sprawdzania bagażu przez ochroniarzy. Wolontariusze byli niesamowicie mili i pomocni. Jedynym mankamentem był ograniczony dostęp do sieci WiFi, ale chyba ReedPOP, biorąc pod uwagę skalę wydarzenia i rozmiar centrum ExCeL, nie mógł zbyt wiele na to poradzić.

Samo ExCeL też wypadło w moich oczach dobrze, lecz czasami czuć było, że może przydałoby się jakieś większe miejsce. W sobotę i niedzielę do publicznych toalet praktycznie nie można było się dostać, a przeciśnięcie się przez cały kompleks zajmowało dużo czasu przez upakowane przejścia. Jednak to, co mogło przeszkadzać, było też jednym z głównych czynników, które budowały niesamowitą atmosferę Celebration. Bycie w otoczeniu tylu tysięcy ludzi dzielących tą samą pasję jest niesamowitym doświadczeniem, które po prostu trzeba przeżyć, żeby to docenić.

Dla obecnych były dostępne dwa duże skrzydła z wystawcami. Można było kupić naprawdę wszystko, co jest związane z Gwiezdnymi Wojnami. Od tak oczywistych rzeczy jak koszulki i figurki, po ekskluzywne, gwiezdne tarki do sera i foremki do lodów w kształcie Gwiazdy Śmierci. Celebration jest na pewno jednym z droższych eventów. Można było znaleźć modele kartonowe po 2 funty… i stare figurki Kennera w stanie mint po 4250 funtów. Gwarantuję, że każdy sobie coś tam mógł znaleźć. Jednym z najbardziej obleganych stoisk był oczywiście oficjalny Celebration Store. Według organizatorów główna kolejka była równoznaczna ze staniem nawet 90 minut. Jednak warto było się dostać do środka. Tylko tam sprzedawane były oficjalne koszulki i gadżety z logo Celebration. Większość rozmiarów koszulek zostało wyprzedanych w piątek, a ostatniego dnia w środku już świeciły pustki. Bardzo podobało mi się jeden róg w oficjalnym sklepie, gdzie można było zamawiać koszulki. Trzeba było podać kolor koszulki, rozmiar i jeden z sześciu ekskluzywnych wzorów dostępnych tylko i wyłącznie przez trzy dni trwania konwentu przy tym stoisku. Po złożeniu zamówienia, po około 5 minutach, dostawało się ciepłą koszulkę ze świeżym nadrukiem.

Poza normalnymi stoiskami zakupowymi dostępne były Food Halls dla zmęczonych i wygłodniałych fanów. Stoiska z jedzeniem takeaway znajdowały się też w głównym holu. Jakość jedzenia nie była najwyższa, ale też nie powinno się spodziewać nie wiadomo czego na tego typu masowej imprezie. Dla rodzin z małymi dziećmi było zorganizowane Family Zone, gdzie maluchy mogły m.in. pouczyć się fechtunku mieczem świetlnym, czy poukładać klocki LEGO. Starsi fani mogli za to udać się na pokaz dronów firmy Propel, którymi zostały odegrane dwie sceny z gwiezdnej sagi - walki myśliwców przy szybach pierwszej Gwiazdy Śmierci i wyścigi śmigaczy na planecie Endor. Atrakcji było niesamowicie dużo. Moją ulubioną był eksperyment ILMxLab dotyczący VR - wirtualnej rzeczywistości. Byłem pod ogromnym wrażeniem tego, co udało im się osiągnąć. Odwiedziłem ich dwa razy i za każdym razem świetnie się bawiłem. Pomaganie Hanowi w ucieczce z Tatooine i walka mieczem świetlnym ze szturmowcami w VR to coś dosłownie nie z tej ziemi.

Jednak najważniejszą częścią każdego Celebration są panele. Co prawda na amerykańskich Celebration podobno jest ich o wiele więcej, jak tym razem w Londynie, ale muszę powiedzieć, że 2-3 panele dziennie na scenie głównej i jakiś dodatkowy na którejś z pozostałych scen to dla mnie optymalna ilość, żeby znaleźć jeszcze chwilkę codziennie na obejrzenie wszystkich pozostałych atrakcji i spokojnie zjeść obiad. Co prawda liczyłem na większą ilość aktorów z „The Force Awakens”. W końcu byliśmy w Londynie, mieście, gdzie wielu z nich mieszka na co dzień, a zdjęcia do ósmego epizodu już były zakończone. Niestety tu się trochę rozczarowałem. Ale na tych panelach, które się odbyły, świetnie się bawiłem. Jak na pierwsze Celebration, jestem bardzo zadowolony.

Czy będę chciał jeździć na następne Celebration? Zdecydowanie. Nie wiem czy uda mi się wybrać do Orlando przez kwietniowy termin, ale, jeśli tylko będzie możliwość, na pewno się wybiorę. Tegoroczny Londyn był niesamowitym doświadczeniem. Jeśli zastanawiacie się czy pojechać w przyszłości na Celebration, uwierzcie, że naprawdę warto.

Podsumowanie Rusisa
Tegoroczne Celebration było moją piątą już imprezą z tego cyklu, w tym trzecią w Europie. Myśląc o wyjeździe na nie miałem więc dosyć mocno sprecyzowane oczekiwania, bazujące na wrażeniach z poprzednich edycji. Prawdę mówiąc dosyć niemiłe zaskoczenie, przeżyłem jeszcze przed rozpoczęciem imprezy – gdy zobaczyłem jej ostateczny program. W sytuacji w której niedawno wyszedł nowy film Star Wars, a spora część ekipy go tworzącej przebywa w Londynie i okolicach zwyczajnie brakowało mi w programie punktów poświęconych „Przebudzeniu Mocy”. A niestety na punkty związane z nowymi filmami właśnie się nastawiałem. Ostatecznie w programie znalazło się ich niewiele, a najciekawszy okazał się ten związany z filmem „Łotr 1” na który ściągnięto prawie całą główną obsadę. Owszem w programie znalazły się spotkania z Markiem Hamillem, Carrie Fisher, Rayem Parkiem czy Anthony Danielsem i nie zrozumcie mnie źle - jako fan bawiłem się na tych spotkaniach wyśmienicie. Ale wracając do tego o czym pisałem w pierwszym zdaniu podsumowania, była to moja piąta impreza z tego cyklu i zwyczajnie oczekiwałem czegoś więcej - bo wspomnianych tu aktorów widziałem wielokrotnie.

Za jeden z plusów organizacji uważam sposób rozdawania wejściówek na główne punkty programu. Trzeba było ustawić się w kolejce przed 6 rano po wybrane wejściówki, następnie po tym jak się je dostało można było praktycznie pominąć wielogodzinne stanie w kolejkach na punkty i w ostatniej chwili wejść na salę. Z jednej strony ciężej było się wyspać, z drugiej człowiek nie stało się przynajmniej 2-3 h w kolejce na spotkanie z aktorem nie wiedząc czy w ogóle się dostanie na salę, tylko przychodziło się 15-30 min przed czasem. Nie jest to wciąż mój ideał, bo wolałbym aby wejściówki były przyznane np. przez internet jeszcze przed imprezą, ale i tak jest to lepsze niż wielogodzinne stanie w ciągu dnia.

Tegoroczne Exhibit Hall było dużo ciekawsze niż na poprzednich imprezach, głównie za sprawą ILM X LAB w którym wizyta była świetną zabawą. Ale również pokazy kostiumów z „Łotra 1” czy dronów uatrakcyjniły pobyt na konwencie.

Podsumowując tegoroczne Celebration Europe było dosyć udaną imprezą na której się dobrze bawiłem, ale po której również czuję spory niedosyt. Podobnie jak jeden z redakcyjnych kolegów pisał powyżej uważam, że muszę zrobić sobie chyba przerwę od tych imprez i poczekać na zmianę programu.

Podsumowanie Freedona
Star Wars Celebration Europe 2016 było moją trzecią tego typu imprezą. Muszę przyznać, że po premierze "Przebudzenia Mocy" i po uczestnictwie w Celebration Anaheim, moje oczekiwania były zdecydowanie wyższe od tego, co ostatecznie zafundowali nam organizatorzy. Dostrzegam jednak, iż jest to częsta przypadłość wśród uczestników amerykańskich wersji konwentu. Miałem nadzieję na nieco większą ilość punktów programu z obsadą najnowszej trylogii, lecz panel o "Łotrze 1" i dyskusja z twórcami kolejnych filmów zdecydowanie nadrobiły te oczekiwania. Oczywiście rewelacyjnie jest po raz kolejny zobaczyć gości takich jak Mark Hamill, Carrie Fisher, czy Anthony Daniels, ale wtórność ich punktów programu i brak jakichkolwiek zmian z edycji na edycję stwarzają wrażenie niedosytu oraz zwiększają chęć na poznanie innych członków głównej obsady.

Nowością w Londynie było poranne rozdawanie opasek na wszystkie danego dnia punkty programu na Celebration Stage i limitowanie wejść dla każdego uczestnika tylko do dwóch dziennie. Przyznam, iż początkowo pomysł ten bardzo mnie zirytował i przez chwilę postawił pod znak zapytania cały mój wyjazd. Na miejscu okazało się jednak, iż nawet tego typu limitowanie daje dość duże pole do nadużyć i ostatecznie udało się zobaczyć nawet do czterech paneli dziennie na głównej sali. Pomimo oczywistych wad, tego typu rozwiązanie oceniam na niewątpliwy plus całego konwentu, dzięki któremu udało się tym razem uniknąć wielogodzinnych kolejek na punkty programu tylko dzięki wcześniejszemu wstaniu z łóżka. Liczę na jego kontynuację w przyszłości w podobnej formie.

Na zdecydowany plus oceniam także "serce konwentu", czyli exhibit hall. Wybór towarów spod znaku Star Wars nie ustępował w dużej mierze edycjom amerykańskim, ale pozwalał na zrobienie zakupów przy zdecydowanie mniejszych kolejkach. Furorę robiły tam głównie wystawy strojów z "Rogue One" oraz ILMxLAB czyli wirtualna rzeczywistość w świecie Gwiezdnych Wojen, która była dla mnie rewelacyjną przygodą. Możliwość zapoznania się ze wszystkimi nowościami z uniwersum Star Wars, poobcowania z fanami czy obsadą nadal sprawia mi dużą frajdę, nawet pomimo delikatnej wtórności programu. Z całą pewnością będę więc gościem kolejnych edycji konwentu Star Wars Celebration i polecam to samo wszystkim pozostałym fanom!

Podsumowanie Seva
Na wstępie muszę lojalnie ostrzec, iż był to mój pierwszy taki wyjazd, przez co cała relacja jest nieco nad wyraz optymistyczna. Sama impreza to istny raj dla każdego fana Star Wars. Serio. Nie ważne, czy jarają Cię książki, komiksy, figurki, stroje czy cokolwiek innego. Jest tam niemal wszystko, o czym można zamarzyć. Relacje live na YT pewnie większość z Was widziała, tak więc nie będę się na ten temat wypowiadał, bo sami to widzieliście. Poza wpadką z Rogue One i brakiem ogólno dostępnego traileru, nie było by na co narzekać. A tak pozostał mały niesmak.

Pierwsza z najważniejszych rzeczy, to organizacja. Drogi Pyrkonie, Polconie i inne duże imprezy: wyślijcie następnym razem swojego człowieka, który to będzie obserwował i się uczył. Bo mimo, że przez imprezę przelało się spokojnie kilkadziesiąt tysięcy osób, to i tak wszystko było pod kątem organizacji zorganizowane na bardzo dobrym poziomie. Kolejki nie doskwierały tak bardzo i były dobrze zorganizowane, oznaczenia miejsc i przejść na solidnym poziomie. Obsługa miła i profesjonalna na każdym kroku. Krótko mówiąc, coś wspaniałego i odmiennego po ostatnim Pyrkonie.

Ale co najważniejsze, to nie to, co widziały oczy i słyszały uszy fana. To to, co czuło jego serce. A mianowicie, pełną miłość do SW.

Atmosfera całej imprezy była tak wspaniała, niesamowita i radosna, że przez trzy dni, spocony i wycieńczony fizycznie, miałem ochotę latać w kostiumie i bawić się niemal bez przerwy. Nieważne odciski, burczący brzuch i niewyspanie. Ludzie z całego świata, każdej narodowości, w każdym wieku, bawili się na równi. I nie ważne było, czy jesteś z 501 czy Rebel Legionu. Czy jesteś zwykłym fanem czy nerdem z 40 letnim stażem. Czy wolisz Stary czy Nowy Kanon. Wszystko srał pies. Liczy się to, że jesteś fanem. Nie ma kłótni o akcje w kostiumach, nie ma obrażania się, "bo sprzedałeś duszę Disneyowi" czy "Legendy są przereklamowane!". Nie, nic takiego. Jasne, jakieś wkurzenia i nieporozumienia były. Ale było ich naprawdę niewiele w morzu radości ze wspólnej pasji. I to sprawiało, że momentami chciałem płakać z radości. I oto Was proszę, drodzy fani z Polski: szanujmy się i pracujmy razem na rzecz rozwoju polskiej społeczności fanów Star Wars.

I właśnie dlatego, podczas oglądania A New Hope, podczas Throne Room (które leci w głośnikach, gdy piszę te słowa), jak przystało na prawdziwego Rebelianta, z dumą, wyprostowany jak struna i z dumnie podniesioną głową oraz łezką w oku, stałem na baczność jako jedyny na sali i oddawałem cześć chyba najważniejszemu filmowi w moim życiu. I mam nadzieję, że w moim życiu, jeszcze nie raz, przeżyję coś takiego. I oby jak najszybciej na swoim rodzimym podwórku. Bo o to chodzi: radość, pasję i poczucie, że jest się częścią czegoś wielkiego i pięknego.

P.S; Po seansie zostałem zaczepiony przez jakiegoś fana, który skwitował moją reakcję na końcówkę filmu krótki "Respect".


Lord Sidious, Master of the Force, Freedon Nadd, Rusis


Tekst: Lord Sidious, Rusis, Freedon Nadd, Master of the Force, Lorn, Sev
Zdjęcia: Lord Sidious, Rusis, Freedon Nadd, Master of the Force, Lorn




1 2 3 4 5 6 (7)


Tagi: Celebration (9) Konwent (55) Relacja (300)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.