Fandom

Raport z XI Spotkania Śląskich Fanów SW

KOTOOLIN GHOST

BY RICKY SKYWALKER

Słońce systemu Kato'veec dopiero pojawiało się na nieboskłonie, kiedy yuuzhański Jedi - Reekee zszedł z rampy wahadłowca i zarzucił torbę na ramię. Poprawił plecak i dziarskim krokiem ruszył w stronę pałacu cety. Ale coś mu nie pasowało.
Nagle sobie przypomniał.
Schował się do pasażu niewiernych zwanego Empik i szybkim ruchem - tak, by żaden bluźnierca nie zauważył - schował zielonoczerwonego węża-garotę z wymalowanym białym napisem będącym oznaką przywiązania do drużyny wojowników z bratniej planety Yuuzhan'tar - Warschau, szczególnie znienawidzonej w Kato'veec.
Zadowolony z tego, że w porę dostrzegł swój błąd ruszył dalej - na spotkanie przeznaczenia.

Z prywatnych dzienników Reekee Skai'uokkera

Miło jest lecieć do Kotoolina w miłym towarzystwie. Szkoda że to nie Yuuzhanie. Ale teraz, w czasach pokoju to nie ma żadnego znaczenia. Pilotująca niewielki frachtowiec pani kapitan jest prywatnie matką siedzącej przede mną cety, która wyśpiewuje jizzowe piosenki w rytm odgłosów wydobywających się z bluźnierczego urządzenia który sama nazywa radiem.
[głos cety]- Come baby, come baby rock my life!
- Cicho bądź ceta, villip nagrywa!
Po mojej lewej stronie siedzi kucia. Chyba się struła. Za każdym razem, kiedy wyskakiwaliśmy z nadprzestrzeni by zmienić szlak, robiło jej się niedobrze. Proponowałem jej yuuzhańskie lekarstwo, ale ona chyba wciąż nie ma zaufania do naszych medykamentów.
Wszyscy myślą, że nam się chce rewanżować za Alphę Red.
Potem odezwał się głos z mojego villipa. To mistrz jednego z padawanów z Akademii Jedi pytał, czy gwarantuję, że nikt młodemu Jeedai gardła nie poderżnie... UPRZEDZENIA!!
Minęliśmy ruiny Alderaan i dotarliśmy do Kotoolina - choć po drodze prawie pomyliliśmy szlak nadprzestrzenny. Jak wszystkie planety Odległych Rubieży, Kotoolin okazał się... słabo zaludniony. Cichy i spokojny. Przyjazd tylu indywiduów takich jak my wywoła pewnie poruszenie. Ale to się dopiero okaże.
Zabraliśmy bagaże i przemycaną herbatę ze skrytek w ładowniach frachtowca i podążyliśmy do TWIERDZY.
W drzwiach przywitał nas ON.
Był ubrany całkiem na czarno - oprócz srebrnej obroży na szyi, a jego długie, ciemne włosy opadały na plecy. Wyglądał dokładnie tak samo, jak zapamiętałem.
JORUUS. DUCH KOTOOLINA.


Zanim przybyła reszta, trzeba było poustawiać aparaturę do gry w sabacca. Czas leciał szybko. ceta i kucia starały się wypróbować sposób latania znany tysiące lat przedtem na Dathomirze. Ale to nie przeszło.
Replikantka i Korelianka nie władają Mocą.
A JORUUS, który nią włada... wykorzystywał jednoślad z Dathomiry do innych celów.
Potem Yuuzhanin i Korelianka wybrali się do okolicznego marketu. Po dwie herbaty z Nar Shaddaa, igiełki śmierci i czyszczarkę szczęk. Wszystko się może przydać.
Wrócili. Nagle rozległy się trzaski. Do twierdzy wszedł człowiek innej bajki - znaczy się, MATRIXA. A jednak nie. To tylko rycerz Jedi, Kyle Katarn, który myślał, że to bal przebierańców.
Za nim pojawił się właściciel YT-1300, który wylądował pod wrotami twierdzy. Zwali go Banitą.

Z prywatnych dzienników Reekee Skai'uokkera

Kiedy pojawili się dwaj imperiale - Kyle i Banita, zaczęliśmy próbne sabaccowe rozgrywki. Na pięć kolejek wygrałem cztery. Ale to bez znaczenia. Będzie miało, jeśli powtórzę to osiągnięcie w turnieju.
Potem pojawiła się reszta. Długowłosy człowiek, Klaudiusz. Wychowany wśród Chissów Jagged Fel i jego skrzydłowy Ganner. Bounty Hunter, który myśli, że jest Jango Fettem. Twi'lek Gunfan i wiecznie wesoły i łysy (no, prawie) Wookie - Otas. No i ekipa ze Światów Środka.
Znany w galaktyce hazardzista, Kolarz, któremu nawet herbaty nie przeszkadzają w wygrywaniu.
I yuuzhański Egzekutor - Anor.
Ekipa z całej galaktyki zleciała się do Kotoolina.

Zasiedli do stołów. Bynajmniej nie zamierzając jeść, tylko grać w sabacca.
Podzieleni na cztery grupy, rozpoczęli rozgrywki.
Niektórzy faworyci odpadli już w przedbiegach. Jak Yuuzhanin Reekee, który wygrał prawie wszystkie sparingi - a teraz nic.
Do finału doszli najlepsi. Galaktyczna elita sabacca.
Pierwszy odpadł Kyle Katarn, niedługo potem okazało się, że brązowy medal dostanie ceta. Pozostała dwójka - Kolarz i JORUUS walczyła do samego końca. Emocjonujący pojedynek zakończył się zwycięstwem gospodarza. Po raz kolejny okazało się, że pomagają im nawet ściany. Reekee dotknął bluźnierstwa zwanego magnetofonem i z głośników rozległ się legendarny Marsz Rebelii grany w zamierzchłych czasach na Yavinie 4.
Rozpoczęła się ceremonia wręczania medali.

Z prywatnych dzienników Reekee Skai'uokkera

[melodia z głośnika]- Tam, tam tam tam....
Po tym, jak wręczyłem medale, udaliśmy się do sąsiednich pomieszczeń. JORUUS chciał, abyśmy zagrali w jakąś grę... mieliśmy włożyć kaptur na flagę czy coś w tym stylu... ale kiedy tylko on znał zasady, to się nie mogło udać.
Potem zostaliśmy zaprowadzeni z powrotem do sali rozrywkowej. Włączyliśmy projektor hologramów i wyświetliliśmy filmy historyczne. Anorowi chyba się nie spodobało, że nie ma tam Yuuzhan, tylko jakieś nie wiadomo co z długimi uszami i dziobem. Zasnął na samym początku.
Reszta beztrosko popijała herbatę.
Po drugim filmie zrobiliśmy sobie małą przerwę na jedzenie, a potem poszliśmy oglądać dalej...
[głos Anora]- chrrrr....
Niektórzy wzięli przykład z Egzekutora. Ale ja się nie zamierzam poddawać. O! Solo strzela do Greeda... chrrrr....

Obudzili się po czwartym (a właściwie trzecim) holofilmie. Po krótkim śniadaniu musieli pożegnać Anora i Kolarza. Uściskom i żalom nie było końca, jednak ich masturbator do Światów Środka odlatywał szybciej, niż statek reszty.
Włączyli dwa kolejne filmy, wiedząc, że zlot zbliża się do końca. Trzy godziny szybko zleciały, szczególnie dla sabaccowych medalistów, popijających we tym czasie raz po raz mleko... prosto z butelki.
W końcu nadszedł czas pożegnań.

Z prywatnych dzienników Reekee Skai'uokkera

Frachtowiec Banity zadrżał lekko, ruszając spod Twierdzy z piątką pasażerów i ich bagażami. Oprócz mnie i pilota - ceta, Kyle i JORUUS. Wysadziliśmy cetę i JORa pod jego pałacem i odjechaliśmy, kiedy oddał mi moją książkę historyczną.
Kyle i Banita odstawili mnie na lądowisko na planecie Gli'vitz. Zanim dotarł wahadłowiec, ujrzałem cztery znajome gęby.
[głos Gannera] - Reekee! Kopę lat!
Okazało się, że dalej polecimy tym samym masturbatorem.
Jagged i Ganner wysiedli na następnej planecie, ale z Otasem i Gunfanem zajechaliśmy razem aż do Kato'veec. Czas zleciał jednak szybko. Twi'lek i Wookie wysiedli i pozostałem sam... Jednak już niedługo potem świetlny tunel nadprzestrzeni rozpłynął się, ukazując usiane gwiazdami przestworza...
A na ich tle - moją wspaniałą Yuuzhan'tar.
Znów byłem w domu.

[koniec ostatniej wiadomości z wyprawy do Kotoolina]


THE END

Zapraszamy do galerii (tu zaczynają się fotki z aparatu cety, tu Anora, a tu JORUUSA).
I trzy dodatkowe pliki: chrapanie.wav, niezly_hardcore.wav, wiecej_ciala.mpg.


Tagi: Relacja (301) Śląsk (28)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.