Fandom

Raport z VI spotkania fanów GW we Wrocławiu

Imperiada Epizod VI Powrót twardego…


VI Spotkanie (7 sierpnia 2004), po części z powodu wakacji, odbyło się w mocno odmienionym składzie.

Osoby dramatu:
twardy – admirał powrócił z odległych rubieży, gdzie kastrował koale, obrzezywał kiwi i deprawował kangury
JORUUS – jedyny i niepowtarzalny halfop, król Lasu Ewoków, koordynator Spotkań Śląskich Fanów Star Wars oraz skrajnie ortodoksyjny fan Gwiezdnych Wojen
ceta – jedyna i niepowtarzalna bogini, pani prezes Polskiej Ligi Sabacca i koordynatorka Spotkań Śląskich Fanów Star Wars
Hihnt – Członek Bractwa Sith, weteran bojów komiksowych z Amberem, rodem z Warszawy
Leonidas – weteran, kombatant 5 poprzednich spotkań, a także znany podrywacz i filmowiec
Sky – kolejny weteran, artysta
BSolar – z ćwierćwieczem na karku
Pijana Wiedźma – zafascynowany TCG
Jenth23 – niezafascynowana TCG, ale pisząca na serwetkach „www.sith.pl”
Rusis – cierpiący z powodu Voronicy Whitley-Robinson (ach te kobiety)
Pawcio – najmłodszy na spotkaniu, acz wnoszący wiele ciekawych dysput
Tata Pawcia – siedział w kącie i zastanawiał się, gdzie przyprowadził syna
Lord Sidious – tym razem robiący za skrybę
A także trzech słabo zidentyfikowanych uczestników wyprawy galaktycznej z Nieznanych Terytoriów.

Miejsce dramatu:
knajpa Alladin’s na Odrzańskiej 22 we Wrocławiu. Uwaga!! po ostatnim spotkaniu, gdzie kręciliśmy „Pogawędki przy koreliańskim” zmieniła się obsada kelnerek... Ciekawe dlaczego?

Przebieg:
„Imperiada Epizod VI: Powrót twardego” zaczęła się dość nietypowo. Gdy wszedłem do osławionej już arabskiej knajpki, okazało się, że stoliki przy których zwyczajowo siadaliśmy były już zajęte. W dodatku siedziało tam sześć osób, których nigdy wcześniej na Imperiadzie nie widzieliśmy. Na szczęście, aż połowę z nich znałem. Był tam twardy, wraz z gośćmi – Polską Ligą Sabacca – w osobach cety & JORUUSa. Było też trzech bliżej nie zidentyfikowanych osobników, a dodam tylko tyle, że była to godzina 11:40.

Wkrótce zaczęli pojawiać się kolejni uczestnicy w tym Hihnt – kolejny gość, tym razem z Warszawy, a także starzy bywalcy – jak Pijana Wiedźma, Rusis, czy Sky. Ledwo wybiła dwunasta, gdy właśnie spotkanie miało się zaczynać okazało się, że trzej panowie X wychodzą. Wkrótce pojawił się kolejny, tym razem najmłodszy uczestnik spotkania. Był to Pawcio, którego przyprowadził Tato. Najpierw zostawił go z nami samego na spotkaniu, ale potem wyrzuty sumienia sprawiły, że wrócił i obserwował nas, udając, że czyta gazetę. Zaraz potem zacząłem ustalać z Rusisem pociągi na Alderaan, a chwilę potem JORUUS z cetą przedstawili podstawy Sabacca. Na szczęście chyba wszyscy skumali.

Główna rozgrywka odbyła się między Hihntem, Rusisem, Pijaną Wiedźmą oraz zespołem Pawcia i Lorda Sidiousa, grę oczywiście prowadził JORUUS. Tymczasem ceta i twardy próbowali skapturować Skya do tajnego projektu pt. „ILM w Toszku”. Po szybkich ustaleniach, stworzyli oni drugą grupę Sabacca. W między czasie pojawili się BSolar i Jenth23.

Tymczasem duet Pawcia i Lorda bardzo szybko odpadł z gry, wkrótce dołączył do nich Rusis i została rozgrywka między Pijaną Wiedźmą a Hinthem.

Gdy skończyła się podstawowa gra w Sabacca, rozpoczęła się pokazówka TCG – ponownie wielkie dzięki dla JORUUSa i cety. Jednak ona zgromadziła już mniejszą publikę niż Sabacc, może dlatego, że niektórzy – Hihnt czy Rusis fanami Wizardów nie są. Wręcz przeciwnie. Pijana Wiedźma i twardy się chyba wciągnęli w grę, a Lordowi Sidiousowi nie podobało się to, że musiał grać jasną stroną, więc szybko uznał, że CCG jest lepsze, tym bardziej, że chyba przegrał (a może wygrał). Ale jak to mówią złej baletnicy, to i rąbek spódnicy przeszkadza…

W dalszej części zajęliśmy się wymyślaniem szwindli na Alderaan, czyli jak sprawić by Sky pojechał. Pomysł niebawem pewnie wejdzie w życie. Zobaczymy, czy nie spali na panewce. Okazało się, że „Związek” wszyscy ocenili podobnie. Komiks bez wątpienia jest swoistym wyścigiem, kto bardziej odwali swoją część czy Michael A. Stackpole czy rysownik.

Tytuł „Zemsta Sithów” zebrał pozytywne recenzję wśród zgromadzonych fanów, mało tego, wielu dzięki temu uwierzyło, że będzie to dobry film (może nie genialny, acz dobry). Hihnt twierdzi, że tytuł zostanie zmieniony w kwietniu 2005, więc zobaczymy.

Dziwne odczucia natomiast wywoływały domniemane zmiany w trylogii na DVD. Większość wolałaby, by były one wymysłem sflustrowanego fana. Tym bardziej, że w niektórych zmianach brakuje pewnej spójności. Choćby strój Haydena (który wyręczył twardego z funkcji głównego tematu żartów na spotkaniu), który pojawia się na spiratowanych filmikach, nie pojawia się w ogóle przy Anakinie w prequelach, który tam ma o wiele ciemniejsze stroje i trochę innej budowy. Obi-Wan i Yoda mają podobne i w trylogii i w prequelach.

Pojawiły się nadzieję na wydanie Ewoków na DVD, i mimo, że nie wiadomo czy dotrą do Polski (jak „Willow”), ściągnięcie ich z brytyjskiego Amazonu może będzie dobrym rozwiązaniem.

Battlefront po polsku nie zebrał specjalnie zainteresowania.

Sky natomiast zaszalał pokazując projekty loga Spotkań, będące aluzją do godła Wrocławia. Projekty są wspaniałe i z niecierpliwością czekamy na finalny. Sky opowiedział też o przygodach z „Pogawędkami”. Niestety koleżanka, która miała je przygotować w wersji elektronicznej – z kasety video, wyjechała i pewnie jeszcze trochę poczekamy. W między czasie była też kilka kolejnych partyjek Sabacca, w tym mega szwindlowa. Nawet Sithowie oszukiwali (bo Jedi to wiadomo). Już pominiemy fakt tasowania, ale należy zauważyć, jeszcze, że już obstawianie było oszustwem. Na dodatek Sky stwierdził, że karaluch łazi po podłodze, wszyscy się obrócili, a Sky nagle stał się najbogatszy w żetony. Nie mogło zabraknąć tematu o książkach. A ponieważ Amber póki co specjalnie nic nowego nie wydał, zostały nam pozycję Del Reyowe. Rusis skarżył się na „Ruiny Dantooine”, które napisała Voronica. Należy docenić to, że pracowała w korpusach pokoju, była asystentką weterynarza, a także jest bioinżynierem, ale dziwnym trafem wszystko to odnosiło się także do bohaterki jej książki. Generalnie poza biografią głównej bohaterki – która zajmuje prawie jedną czwartą książki, połowa to opisy nowych gatunków zwierząt i roślin. Reszta to przemyślenia, a także akcja (za którą odpowiada pewnie Haden Blackman) przerywana wątkiem miłosnym. Haden Blackman ma różne pomysły, lepsze i gorsze. Było to widać w „Star Wars: Clone Wars Adventures vol 1”, komiksie stylizowanym na serial Wojny Klonów, który kilka osób na spotkaniu przeczytało. A gdy już się pojawił temat Wojen Klonów, Lord Sidious pochwalił się, że przeczytał już 1 rozdział Medstara, gdzie poza pewnym nawiązaniem do fauny z Tatooine (hmm dziwne, że wszyscy autorzy ją znają, czyżby byli fanami SW??), pojawił się też Gunganin. Potem znów wróciliśmy do Amberu i tego, że książki znikają ze sklepów i to nie tylko SW, ale wycofywane są prawie wszystkie.

Następnie rozluźniliśmy się marząc o nadchodzących seriach. Trylogia Denniga, która ma być oparta na Campbelliańskich wytycznych, rozpaliła serce BSolara. Co ciekawe, ma się w niej pojawić znany już wróg i rasa insektoidalana. Po krótkiej debacie doszliśmy do wniosku, że na pewno Geonosiajanie po klęsce na ich rodzinnej planecie, zbudowali sobie kolejne gniazdo na Nieznanych Terytoriach i przez 50 lat produkowali tam droidy. Z taką armią, wyniszczony przez Yuuzhan Sojusz Galaktyczny nie był w stanie się zmierzyć. Natomiast seria 9 książek, po trylogii Denninga, w odczuciu znacznej większości okazała się być osadzona za wcześnie. Prawie każdy chciał by się działa przynajmniej 50 lat po NEJ, a może nawet 100. Ciekawość wzbudziła też książka Reavesa pt. „Noce Coruscant”. Hmm, ciekawe co tam będzie się działo.

Ważnym elementem spotkania, było starcie Jedi vs Sith. Tu głównie walczył Rusis z Hihntem, którego wspomagali Jenth23, a także Lord Sidious, oraz trochę Leonidas. Rusisa niby wspomagał Pawcio, ale to o jego duszę toczył się bój, więc należy go wykluczyć. Konkurencje były różne – kto więcej zje, kto więcej wypije, kto przekona Pawcia, by się nawrócił. Pawcio wychodząc został obdarowany przez SithLady serwetkami z napisem www.sith.pl. Potem pojedynek odbył się na słowa. Generalnie Hihnt próbował zastąpić Miśka (już nie z LO2 a Ex Machina) na stanowisku ośmieszacza serii Nowa Era JEDI – tyle, że „Nowa” i „Era” gdzieś mu się zgubiły i zostało samo „Jedi”.

Potem ludzie zaczęli się powoli rozchodzić. Koło 18:00 poprosiliśmy o rachunek, tym razem do zapłacenia było niecałe 160 PLN (nie licząc tych, którzy wychodząc zapłacili od razu przy kasie za siebie, więc pewnie dobijemy do 200 PLN). Wtedy zaczęliśmy się rozchodzić, acz nie wszyscy.

Tym razem na placu boju pozostała ekipa składająca się z Leonidasa, Rusisa, Hintha i Lorda Sidiousa. Na Świdnickiej Rusis sprawdzał dzieci, czy nadają się do zakonu, czy może do korpusu rolniczego (i czy nie wyglądają jak Hayden). Wpierw udaliśmy się do teatru Kameralnego, by domagać się sztuki „Star Wars w 30 minut”. Niestety był zamknięty, podobnie jak Opera. A także Teatr Lalek. Tam jednak Lord Sidious zapukał do drzwi, próbował też je otworzyć. W końcu Leonidas zadzwonił, a Rusis znalazł tabliczkę, którą przeczytał Hihnt – „wejście od drugiej strony”.

Udaliśmy się więc na drugą stronę, gdzie pod drzwiami siedział kot (może to był dyrektor??), więc dobrze, że JORUUSa nie było, bo kot pewnie długo by nie pożył. Tak tylko wrzuciliśmy go do fosy, bo był brudny (fosa też, więc do siebie pasowały). Przywiązaliśmy mu też do szyi meteoryt – tak zwany starwarsowy gadżet. Leonidas zadzwonił przez domofon i nagle się okazało, że jest sam. Kiedy zaczął uciekać, wszyscy też to zrobili (mimo, że oddalili się wcześniej). Wkrótce zniecierpliwiony Cieć Maliniak, wyszedł na taras (na którym był domofon), i zaczął szukać tego, kto zadzwonił. Był uzbrojony w kij i szczotkę. Potem szukał kota.

Myśmy udali się w dalszą drogę. Mijając pegaza z małymi … skrzydełkami, doszliśmy nawet do mistycznego miejsca o nazwie Klub Bastion. Muzyka tamtejsza była jednak gorsza od zacinającego się arabskiego psychotechnodisco. Poszliśmy więc dalej. Leonidas zaczął podrywać panienki na tekst „Nie jesteśmy z Wrocławia i czy mogłabyś zaprowadzić nas na ulicę Lorda Sith?”. Niestety, żadna nie wiedziała gdzie taka ulica jest. Potem doszliśmy do budynku TP SA, który został wyśmiany, Panoramy Racławickiej (gdzie trzeba się włamać i zrobić panoramę Geonosis), ASP (.net ... wróć budynku Akademii Sztuk Pięknych), gdzie podziwialiśmy prawdziwą killicką kotwicę, aż doszliśmy do miejsca gdzie odbywało się jakieś wesele. Rusis próbował użyć sztuczki Jedi, ale prawie wylądował w wodzie.

Poćwiczyliśmy tam przypadkowe spotkania (by dobić do numeru 10, ale skończyło się na 13). Potem już było spokojniej – Uniwerek, Ossolineum (miałem się tam spytać, czy nie chcą Gwiezdnych Wojen wydawać, ale pogonili nas psem), kilka kamienic z domofonami, i znów rynek, gdzie wszystko się skończyło (tyle, że tam dotarli już tylko hardcorowcy – Hihnt i Lord Sidious).

Potem się rozpadało.

Raport sporządzony na zlecenie Imperialnej Izby Turystycznej z siedzibą na Dxun.
Sporządził Lord Sidious

Zdjęcia – ceta, JORUUS oraz przypadkowi ludzie. Można je obejrzeć tutaj.

O Spotkaniu można porozmawiać na forum lub na na TORze.


Tagi: Relacja (300) Wrocław (69)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.