Fandom

Raport z XVI SŚFSW

Opowieść Bizona

SŚFSW "......................Słońce już wzeszło ponad horyzont kiedy przenikliwy sygnał komunikatora obwieścił nadejście wiadomości, lekko zdezorientowany (8 rano to jeszcze noc ) przyjąłem do wiadomości przybycie ełckiego odłamu ruchu separatystycznego w osobie Guzesa. Niestety (do tej pory nie wiem jak to się stało) znów straciłem przytomność na chwil kilka. Po otrzeźwieniu (głowa pod kran i heyah) wyszedłem zabierając klucze od rydwanu z myślą o dalekiej podróży na dworzec po Guziego. Jakie było moje zdziwienie (wytrzeszcz oczu spowodował lekkie łzawienie) kiedy zobaczyłem go opalającego goły tors na ławce przed moim blokiem. To twardziel, przyszedł na nogach, jednak Sith to Sith . Po czułym powitaniu, lekkim posiłku (nie ma to jak świeży pączek z rana) postanowiliśmy się udać do mojego "pueblo" na króki odpoczynek (chociaż na minutkę przyłożyć głowę do poduchy).
Zostawiłem Guzesa zajętego moim stuffem i rozpocząłem przygotowania do wyjazdu (czytaj najazdu ) na ognicho. Przygotowania (czytaj "pakowanie stuffu") trwało długo i gdzieś koło 10 30 ulokowaliśmy się w rydwanie bojowym i ruszyliśmy w drogę......jakże zawiłą.

Po przejechaniu przez całę maisto (rozdziawione usta Guziego wskazywały, że podobają mu się zabytki) zatrzymaliśmy się na krótką przerwę w celu zrealizowania listy życzeń pozostałych członków naszego pokojowego patrolu . W trakcie zakupów otrzymalismy informację, że Rycerzyk przechwycił blaszaka i razem kontynuują wyprawę do Gliwic gdzie już po chwili spijali nalewkę chmielową w cieniu zielonego parasolu. W tym czasie my biegaliśmy między półkami supermarketu realizując czasami dziwne zamówienia riebiaty ( elektrolit, nadziewaną ke paso czy dwa litry pałeczek coli).

Właściwa podróż zaczęła się kiedy słońce stanęło w zenicie. Wesoły warkot silnika, wiatr we włosach (albo w uszach), zapach lata, autostopowiczki (cista rumuńka, tania rumuńka) oraz poprawiająca humor muzyczka, spowodowało, że podróź minęła jak z "bata strzelił" i niebawem przekraczaliśmy granicę Gliwic. Po przybyciu na miejsce (czułe powitania Rycerzyka: GDZIE SOLO???!!! i Droida: GDZIE PIWO???!!!, achy i echy oraz całusy) wyruszliśmy już w czwórkę do Pilchowic. Finish drogi przebiegał pod gradem pytań Rycerzyka: NO GDZIE TEN SOLO???!!! i Droida: NO GDZIE TO PIWO???!!!. PO ok. 20 minutach dotarliśmy do miasteczka żył wodnych i fantazyjnych nazw ulic. Przy wjeździe na posesję zauważyliśmy FatBanthę, który rozłożony na zielonej traffffce połykał ksiązkę (okazało się Sapkowskiego). Wzmocnieni drugim rydwanem (którego operatorem był Fat) wjechaliśmy na teren objęty działaniami wojennymi wywołując zdziwienie, zaskoczenie, popłoch, panikę, rozstrój nerwowy, paraliż, dezorientację i wiele jeszcze innych odruchów bezwarunkowych a z oczu wszystkich zebranych można było wyczytać: Who's that girl????? and Boys, boys, boys - what a boysband!!!!!!!!!!

Nalot sił specjalnych separatystów podkręcił atmosferę i po ulokowaniu się i asymilacji (Cześć! Bizon jestem.) cała grupa rozpoczęła oczekiwanie na resztę uczestników umilając sobie czas pifkiem, rozmową i racuchami.

Pirwsza nadleciała Grupa Cety a zaraz później reszta fanów i spotkanie (jeszcze nie ogniskowe) rozpoczęło się na dobre (i ja tam byłem, gadałem, żartowałem i piwo piłem). Atmosfera iście wakacyjna i coraz większe promieniowanie żył wodnych spowodowała, ze kilku fanów podjęło decyzję o chwilowej ucieczce z miejsca spotkania w celu ożywczej kąpieli w niedalekim tubylczym akwenie wodnym. Anor odpalił skoczka i skoczną muzykę a reszta towarzystwa odpaliła pyfka i ruszyliśmy po nową przygodę. Akwen okazał się dość sporym zbiornikiem, woda była ciepła o konsystencji zabielanego barszczu, fani zdeterminowani do użycia kąpieli więc nic nie stało na przeszkodzie by zaszaleć.

Kąpiel była dość ciekawym doświadczeniem, Guzes nawet powiedział, że znajomi mu nie uwierzą (10 godzin podrózy by się wykąpać w gliniance). Po powrocie na rancho Banity okazało się, że jesteśmy w komplecie i czas na najbardziej odjechane video wszechczasów czyli wyścig pedzących imadeł a'la szał Tatooin. Obraz żyleta, trzymający do końca w napięciu scenariusz i ten iście w stylu Włodka Szaranowicza komentarz (ten język, styl i polot).

No ale my tam gadu gadu a w brzuchu burczało coraz bardziej (piwo niestety nie wypełniało szczelnie żołądka) i mistrz ceremonii rozpoczął rozpalanie (już miałem biec po benzynę) jednak nie było to potrzebne, widać zna się na rzeczy (sie wie fachura!). Po chwili już pierwsze kiełbaski wesoło skwierczały nad ogniem. Pełne żołądki i ciepło bijące z płomieni spowodowało sielankę wśród fanów, którzy dzieląc się na grupy rozpoczęli dyskusję. Jeden temat się kończył a następny zaczynał, fani migrowali wokół ogniska, dyskusje były owocne, wątków było mnóstwo a w tle cały czas pobrzękiwał (nie do zdarcia) marsz imperialny zasilany z potężnego generatora Anora.

Pierwsze oznaki kryzysu tuż po półmetku zaczął sygnalizować Droid (opadła rosa powodując serię krókich spięć, które powodowały duże zakłócenia w jego sieci neuronowej) oraz Rycerzyk, którą nadmiar wrażeń chyba przygniótł (tu trwają dyskusję jaki udział miał w tym "zmęczeniu" "vinylowy Han") i wydawała się bliska technicznego nokautu w objęciach Morfeusza. Takze osatkiem sił witalnych ta dwójka odeszła, lokując się w TIPI Droida( jakież on ma dobre serce.....ups generator neuronowy) przygarnąć SQUAW pod swoje skrzydła (lub manipulatory) zresztą okazało się później, ze w środku tego pojedyńczego cuda była jeszcze jedna osoba w dodatku dwunastocalowa.

Kiedy wilki zawyły a zegary wybiłały godzinę duchów grupa fanów postanowiła zagłębić mrok i poznać uroki krajoznawcze Pilchowic. Wyprawa przebiegła bez zakłóceń i po chwili zajęliśmy centrum osady wzniecając "rewoltę map". Po tym historycznym (wszak będzie odnotowane w kronice miasta) wydarzeniu grupa rozdzieliła się na dwa odłamy (odłam Powrót na Ognisko oraz Sięgnijmy Głębiej w Trzewia Miasta). Co się działo z drugim odłamem nie wiem ale dosyć szybko wrócili. W drodze powrotnej pierwsza grupa rozprawiała o inwazji gwiezdnowojennej na Ziemie i kto jaką inwazję powitałby z radością (Yuuzhanie odpadli w finale złotym strzałem).

Po powrocie na ognisko okazało się, że kolejnego fana złamał sen (Anor) oraz niedługo później Guzes i Kolarz odeszli w mrok nocy (lub na fazie).

Tak więc coraz mniej nas było przy ognisko za to pojawiły się ogóreczki i wódeczka oraz fani winka:-D
Gdzieś między 2-3 w nocy, także mnie dały się we znaki trudy nocy i po cichu ewakuowałem się do rydwanu na 2 godzinki snu (może i do jazdy to on jest stworzony natomiast do snu na pewno nie). Co robiła reszta na czele z Lordem, Jorem, Cetą i Gospodarzem okrytę jest tajemnicą ale kiedy o piątej rano otworzyłem oczy oni ciągle tam byli no nie wszyscy ale jednak byli.

Niestety plan podóży Guzesa powodował, zę musieliśmy uciekać ale trzeba podkreślić, że pożegnań nie było widać końca, niektórzy mieli nawet łzy w oczach ( nie wiadomo czy z powodu nadmiaru wzruszenia czy dymu z ogniska). Podóż do Gliwic w eskorcie drugiego pojazdu opancerzonego Fat'a przebiegła bez przeszkód i koło 5.30 dotarliśmy na dworzec, gdzie wylewnych i czułych pożegnań nastąpiła część druga.

Niestety tu następuję koniec wspólnej podróży i czas było wsiąść samotnie do rydwanu i ruszyć w drogę powrotną, która zakończyła się koło 7 rano kiedy to wylądowałem nosem w poduszcę momentalnie zasypiając...........................................................
THE END

Lista płac:

Director
BANITA

Screenplay
BIZON

Music
ANOR

Photograph
CETA

Special Effects
DROID

Love Scenes
RYCERZYK&HAN

Starring
CRAZY FANS (SZALONE FASOLKI)

lista osób:
Anor
Banita
Bizon
Buszmen
ceta
Darth Guzes
fat bantha
Ganner
Gori
gunfan
Jagged Fell
Jacek
JORUUS
rycerzyk k
Klaudiusz
kolarz
kucia
Kyle Katarn
Lord Sidious
Lorienjo
Misiek
Otas
Raul Gonzes
Ricky Skywalker
Switch
twardy
Volrath

GALERIA ZDJĘĆ



Tagi: Relacja (301) Śląsk (28)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.