TWÓJ KOKPIT
0

Niepewny układ :: Książki


Mając w ręku klucz, uwalnianie więźniów nie sprawiło większego kłopotu. Ale gdy uwięzieni Eikarysi, mrużąc oczy w świetle jaskini, zaczęli wyłaniać się z cel, Twister odniósł wrażenie, że coś było nie tak.
«Jak można było się domyślać, wielu z nich kuliło się na widok białej zbroi otwierającego im drzwi Watchmana, rzucając podejrzliwe spojrzenia w kierunku trzech pozostałych szturmowców. O wiele bardziej zaskakujący był fakt, że starali się unikać nie tylko swoich współwięźniów, ale także Su-mila i jego żołnierzy.
Pierwszy zorientował się Shadow.
- Oni wszyscy są z różnych plemion – szepnął.
- I schwytano ich zanim podpisano Porozumienia Zjednoczonych Plemion – dodał Twister, czując kwaśny smak w ustach, gdy zrozumiał. - A to oznacza, że nadal toczą swoje małostkowe, międzyplemienne spory.
Wydawało mu się, że mówi cicho. Najwidoczniej niewystarczająco cicho.
- Nasze spory nie są małostkowe – włączył się stojący u podnóża podestu Ha-ran, patrząc złowrogo na szturmowców.
Twister spojrzał na niego, marszcząc brwi. Od czasu głośno wyrażanych obiekcji w sklepie krawieckim, starszy Eikarys nie wypowiedział ani jednego słowa podczas ich marszu przez tunel. Jak teraz sobie to uświadomił, Ha-ran, milczący czy nie, zawsze był w pobliżu, podpierając się na ramieniu Su-mila.
Właśnie się zastanawiał co mogłoby to oznaczać, gdy Ha-ran dał krok do przodu a jego chód stał się nagle sztywny.
- Z drogi – rozkazał szturmowcom, gestykulując w ich kierunku. - Su-mil?
Su-mil natychmiast pojawił się u jego boku, biorąc go pod rękę i pomagając wejść na schody. - Trafili go? - spytał cicho Shadow.
- Nie sądzę – przypatrując się Ha-ranowi od stóp do głów. Na jego ubraniu nie widać było żadnych osmalonych śladów ani plam krwi.
- Ma po prostu swoje lata – oznajmił Su-mil, gdy dotarł z Ha-ranem na podest. Jednocześnie dał znak szturmowcom, by się nie zbliżali. - Jest starszy niż myślicie. A teraz się odsuńcie. Książe Ha-ran życzy sobie przemówić do więźniów.
Twisterowi opadła szczęka.
- Książe Ha-ran?
Ha-ran zignorował go, odwracając się w kierunku zgromadzonych poniżej Eikarysów.
- Ha-ran mish-ra hee-sae sha-kae drof-si-shae-ral – wykrzyknął, wyciągając rękę nad tłumem.
Twister w skupieniu zmarszczył brwi. Przylatując tu, Kompania Aurek przeszła intensywny kurs handlowego języka eikaryjskiego, który jak do tej pory okazywał się być dość pomocny w ich ograniczonych kontaktach z tubylcami. Niestety, Ha-ran mówił zbyt szybko, by mógł to zrozumieć.
Najwyraźniej inni mieli podobny problem.
- Gdzie są droidy protokolarne, kiedy ich potrzeba? - wymamrotał Cloud, gdy Ha-ran kontynuował przemówienie.
- On powiedział: “Jestem Ha-ran z Rodziny Mish-ra, Klanu Sha-kae, Książe Plemienia Si-shae-ral – odezwał się łagodnie stojący obok nich Su-mil. - “Przybyłem tu, by mówić o teraźniejszości i przyszłości.”
Cloud poruszył się.
- Nie mamy czasu na przemówienia.
- Cicho – rozkazał Twister, patrząc na Ha-rana już w innym świetle. Eikaryjscy książęta rzadko brali udział w walce, a już nigdy bez pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy u boku. Ten musiał być wyjątkiem. - Mów dalej Su-mil.
- „Teraźniejszość jest taka, że właśnie toczymy naszą ostatnią bitwę przeciwko naszym wrogom” – kontynuował tłumaczenie Su-mil, a dumny głos Ha-rana odbijał się echem od wyblakłych kamieni. – „Ale dopóki nie zaakceptujecie nowej przyszłości, którą my, Zjednoczone Plemiona Karieku, wspólnie wypracowaliśmy, sytuacja nie będzie lepsza od tej, jaka była zanim pojawił się Warlord.”
- Nie rozumiem – szepnął Cloud. - Co nas obchodzą poglądy gromady obdartych więźniów? Czyż nie powinni być nam choć na tyle wdzięczni za wydostanie ich z paki, żeby zrobić to co się im mówi?
- Nie rozumiesz – powiedział Su-mil, a jego pomarańczowy wizerunek zamienił się w ciemnożółtą plamę. - To nie są zwykli kryminaliści, czy nawet zwykli przeciwnicy tyranii Warlorda. Wielu z nich należy do szlachty i starszyzny, najczęściej wziętej jako zakładnicy, by zapewnić sobie posłuszeństwo ich plemion.
- Jakoś to się niezbyt udało, co? - wtrącił się Watchman. – Zakładnicy czy nie, cała planeta podpisała się pod Porozumieniami Zjednoczonych Plemion.
- Warlord nadal może nakazać ich zgładzić lub wykorzystać ich jako żywe tarcze, by zagwarantować sobie ucieczkę – zauważył Su-mil. - I to był właśnie powód, dla którego obawialiśmy się waszego niespodziewanego ataku. Dlatego nalegaliśmy, by ich uwolnić zanim przepędzi się Warlorda z wewnętrznej twierdzy.
- Rozumiem – powiedział Twister. - Nie mogliście ich zostawić by zostali wymordowani, ale nie możecie sobie także pozwolić na to, by po uwolnieniu powrócili do swojego dawnego trybu życia. Gdyby tak się stało, na nowo moglibyście się pogrążyć w nieustannych plemiennych waśniach.
Su-mil przyjrzał mu się uważniej.
- W istocie, stanowi to zagrożenie – potwierdził. - Jesteś bardziej przenikliwy niż myślałem.
- Ty też nie jesteś aż tak powierzchowny jak myślałem – odpowiedział Twister. - Niech zgadnę: żaden z więźniów nie pochodzi z Twojego plemienia?
- Owszem – przyznał Su-mil. - Najważniejsi pochodzą z plemienia Ha-rana i jego sprzymierzeńców, co tłumaczy dlaczego właśnie on zgłosił się, by pójść z nami tej nocy. Ze wszystkich, którzy mogliby rozmawiać z nimi o pokoju, on ma największą szansę, by ich przekonać.
- A jak mu idzie? - zainteresował się Shadow.
Su-mil przyjrzał się zgromadzonym.
- Obawiam się, że niezbyt dobrze – przyznał. - Ci z plemienia Si-shae-ral słuchają uważnie, ale reszta zdaje się być uprzedzona i zaczyna się niecierpliwić. Pewnie myślą, że to jakiś podstęp.
- W międzyczasie my mamy własną robotę – powiedział dobitnie Cloud. - I wydaje mi się, że nie stać nas na tracenie tutaj czasu.
Twister skinął głową w niechętnej zgodzie. Z krzyżujących się w eterze meldunków wnioskował, że reszta Kompani Aurek posuwała się pod ogniem w górę obu głównych tuneli. - On ma rację, Su-mil - oznajmił. - Będziecie musieli rozwiązać te problemy w swoim własnym gronie. Zaczął się odwracać, gdy nagle przyszła mu do głowy pewna myśl. - Chyba, że zaprosicie ich, żeby poszli z nami i przekonali się, czego może dokonać grupa ludzi, którzy nie prowadzą ze sobą sporów.
Wizerunek Su-mila przybrał odcień zieleni, nieznacznie tylko jaśniejszy od reszty jego twarzy, co było eikaryjską oznaką namysłu.
- Czy masz na myśli żołnierzy Twojego Imperium Ręki?
- A jakżeby inaczej? – wtrącił się Watchman. - Pokażemy im, jak wspólnym wysiłkiem można pokonać Lakran, którzy wcześniej ich ujarzmili.
- A może nawet schwytamy przy okazji Warlorda – dodał Shadow.
Wizerunek Su-mila zmienił się z zielonego na różowy, sugerując kwaśny uśmiech.
- To mogłoby być w istocie dla nich pouczające – przyznał. - Może Ha-ran powinien zaprosić do pomocy także paru swoich współplemieńców?
- Dlaczego nie? - zgodził się Twister. - Jestem przekonany, że chcieliby być świadkami tworzenia się historii, gdy plemiona Hu-shi-crive i Si-shae-ral obalają Warlorda.
- Zasugeruję im to - gdy się odwrócił i zaczął cicho rozmawiać z Ha-ranem, jego wizerunek na nowo stał się pomarańczowy.
Twister skinął na Watchmana i Shadowa. - Tu powinna gdzieś być zbrojownia strażników – powiedział. - Znajdźcie ją.
Szturmowcy potrząsnęli głowami i oddalili się.
- Oby to nie trwało zbyt długo – ostrzegł Cloud, przebierając nerwowo palcami po BlasTechu.
- Zgoda – odparł Twister, spoglądając na tłum i próbując ocenić jego reakcję na ostatnią sugestię Ha-rana. - Ale jeśli się uda, myślę, że czekanie się opłaci.
Udało się, i to o wiele szybciej niż Twister się spodziewał. Stojąc w obliczu groźby, że inne plemiona zagarną więcej chwały niż im się to należało, świeżo uwolnieni ledwo pozwolili Ha-ranowi skończyć przemówienie, domagając się wzięcia udziału w walce. Idąc za sugestią Twistera, książę rozdzielił byłych więźniów na trzy grupy, przy czym każda z nich składała się z najbardziej jak się dało przyjaznych sobie plemion. Zanim trzy oddziały zdążyły się uformować, Watchman i Shadow dostali się do zbrojowni.
Pięć minut później wszyscy byli gotowi.
Dwie grupy, pod dowództwem Shadowa i Clouda, zasilone przez paru żołnierzy Su-mila, udały się w kierunku wylotu tunelu, przy którym Kompania Aurek wciąż próbowała przełamać opór Lakran.
Trzecia grupa, z Twisterem, Watchmanem i resztą oddziału Su-mila, ruszyła w kierunku wewnętrznej twierdzy Warlorda.
- Jakoś nie ufam tej pozornej ciszy – oznajmił Su-mil, gdy tak przemykali przez puste korytarze. - Z pewnością musieli się spodziewać ataku z tej strony.
- To zależy od tego, czy ktoś się już zorientował, jak dostaliśmy się do środka – powiedział Twister, rozglądając się we wszystkie strony w poszukiwaniu zagrożeń. - Pamiętasz? Pierwszy meldunek od tych dwóch oddziałów, które nas przygwoździły, mógł sugerować, że atak nadszedł z jakiegoś tajnego wejścia, znajdującego się w jednym ze znanych tuneli.
- A ponieważ pierwszy meldunek był także ostatnim – dodał Watchman, - mamy dużą szansę, by niepostrzeżenie przejść dość daleko, zanim się zorientują co jest grane.
- Ale przecież tamci nie mogą założyć, że napastnicy nie zdołają się przedrzeć przez tunele – zaprotestował Su-mil. - Z pewnością przygotowali się na dalszą obronę.
- Och, z pewnością – oświadczył Watchman, podnosząc nagle rękę do góry. - I założyłbym się, że zrobili to właśnie tu.
Grupa się zatrzymała i Twister zaczął wpatrywać się w mrok. Trzy metry przed nimi, korytarz którym tu przyszli przechodził w ogromną komnatę o wysokim suficie, której kamienne ściany były przystrojone kolorowymi proporcami i zawieszonymi na stałe tarczami. Twister stwierdził, że prawdopodobnie należały one do plemienia, które władało fortecą, zanim wypędził je stamtąd Warlord. Komnata zastawiona była wyglądającymi na ciężkie, drewnianymi stołami, otoczonymi równie grubo ciosanymi krzesłami. Po przeciwnej stronie komnaty znajdowały się masywne, metalowe drzwi.
- To burzowa sala bankietowa – wyszeptał Su-mil, rozpoznając pomieszczenie. - Bezpieczne i wygodne miejsce na uczty w czasie, gdy wiosenne burze zagrażają strażnicom.
Twister skinął głową.
Według narysowanych przez eikaryjskich przywódców planów, wewnętrzna twierdza była okrągłym pomieszczeniem, całkowicie otoczonym przez nieco większą kolistą formację, która była podzielona na cztery segmenty. Z zakrzywionych ścian wnioskował, że burzowa sala bankietowa była jednym z tych czterech, również kolistych segmentów.
- Jesteśmy niemal na miejscu – powiedział. - Zaminowana?
- Nieszczególnie – odezwał się Watchman, poruszając głową na wszystkie strony w celu kontroli pomieszczenia. Są jedynie ślady po materiałach wybuchowych i jakieś miny pod kilkoma stołami i krzesłami.
- Częstotliwości dowództwa? - spytał Twister.
- Niestety – przyznał ze smutkiem Watchman. - Wydaje mi się, że miny nie są zdalnie sterowane. Zamiast tego mają czujniki zbliżeniowe.
- Niedobrze - mruknął Twister. Gdyby były zdalnie sterowane, byliby w stanie namierzyć częstotliwości, czyniąc bomby bezużytecznymi. Niewiele mogli zrobić z czujnikami zbliżeniowymi oprócz ich zlokalizowania. - Chyba się zaczęli uczyć. Coś jeszcze?
- Dwa stanowiska snajperskie po obu stronach drzwi za tymi długimi proporcami. W każdym z nich jeden Lakranin – meldował Watchman. - Przez drzwi przepływa wystarczająco dużo energii, by zabić banthę a wewnątrz twierdzy jest z Warlordem pewnie z pięćdziesięciu Lakran. Poza tym czysto.
Obok Twistera poruszył się Su-mil.
- Będziemy tak stać?
- Cierpliwości – poradził Twister, wpatrując się w drzwi pod napięciem po przeciwnej stronie pomieszczenia. Coś w tym wszystkim nie dawało mu spokoju. - Watchman próbuje zlokalizować miny.
Jeden z uwolnionych więźniów wydobył z siebie jakiś dźwięk.
- Mówi, że to niemożliwe – przetłumaczył Su-mil.
- Powiedz mu, że jeszcze się zdziwi co jest możliwe dla Imperium Ręki – odparł Twister, wciąż przyglądając się drzwiom.
Gdy Su-mil zaczął coś cicho wyjaśniać Eikarysowi w języku handlowym, Watchman ponownie zabrał głos.
- W porządku. Miny są pod tymi krzesłami – wskazał na dwa najbliższe, - przy końcu tamtego stołu – skinął na jeden ze stołów po prawej, – i pod krzesłami tam i tam – zakończył, wskazując dwa stołki naprzeciwko stanowisk snajperów. - Dwie ostatnie mają pewnie roznieść na strzępy każdego, kto chciałby podkraść się do snajperów z tej strony. Jest jeszcze kilka innych, ale są dość daleko od naszych optymalnych wektorów podejścia.
- Dobra – powiedział Twister, przesuwając wzrok po pułapkach i opracowując plan. Stosowane przez Lakran zestawienie snajpera i eksplodującej pułapki pod krzesłem mieli już okazję widzieć: jeśli atakujący zbliżał się górą, snajper mógł go zdjąć, jeśli dołem, by uniknąć strzału, czekała na niego gotowa do eksplozji mina. - Wycofamy Eikarysów w głąb korytarza i zdetonujemy dwie najbliższe miny. Wybuchy powinny osłonić nas na tyle, żebyśmy się przedostali do drzwi, nie zbliżając się do zaminowanego stołu. Gdy do nich dotrzemy, odpalimy liny i przeciągniemy krzesła po obu stronach, ustawiając je na wprost stanowisk snajperskich. Wtedy zdetonujemy ukryte tam miny. To powinno na jakiś czas wyłączyć z gry snajperów, a przynajmniej opóźnić ich na tyle, by udało się nam otworzyć drzwi.
- Brzmi nieźle – stwierdził Watchman, przekładając karabin do drugiej ręki i sprawdzając swój miotacz lin. - Su-mil, wycofaj ich.
Su-mil wydał przez ramię precyzyjny rozkaz i Eikarysi cofnęli się o parę kroków.
- Jak zdetonujemy miny? - spytał, nie czyniąc żadnego ruchu, by dołączyć do swoich ziomków. - Ciężko będzie strzelać pomiędzy tymi krzesłami.
- Zaraz zobaczysz – odparł Twister, zastanawiając się, czy nie powinien zmusić Su-mila do wycofania się z pozostałymi. Ale młody Eikarys z pewnością by odmówił, a oni nie mieli czasu na kłótnie. - Watchman?
- Gotowy.
- Do dzieła!
Z cichym sykiem sprężonego powietrza, odpalona przez Watchmana lina pomknęła w kierunku jednego z zaminowanych krzeseł. Gdy hak na jej końcu wbił się w jego oparcie, tuż ponad siedzeniem, szybkim ruchem ręki Watchman pociągnął linę do siebie. Krzesło przechyliło się w jego stronę i wywróciło na ziemię, a grubo ciosane siedzenie znalazło się dokładnie pomiędzy ukrytą miną i szturmowcami.
Gdy pokój wypełnił głuchy odgłos, Twister cisnął ponad krawędzią siedzenia granat wstrząsowy, prosto w czujnik zbliżeniowy.
Podwójna eksplozja była ogłuszająca, a przynajmniej byłaby, gdyby nie zabezpieczenia przed nadmiernym dźwiękiem w hełmach szturmowców. Efekt fizyczny był równie imponujący. Fala uderzeniowa zakołysała pomieszczeniem, wysyłając w powietrze chmurę drzazg i kurzu. Ledwie ucichł odgłos eksplozji, gdy Watchman, uwolniwszy wcześniej hak, wystrzelił linę w kierunku drugiego zaminowanego krzesła. Jeszcze jedno szarpnięcie, kolejne wywrócone krzesło, eksplozja i kolejna chmura szczątków dołączyła do pierwszej.
Pół uderzenia serca później, dwójka szturmowców przecinała biegiem pokój, unikając zaminowanego stołu. Po chwili zatrzymali się obok podłączonych pod napięcie drzwi. Twister próbował jednocześnie używać karabinu i miotacza lin, gdy dobiegł go głos Su-mila.
- Przyciągnij to krzesło – wykrzyczał mu do ucha Eikarys. - A ja je zdetonuje.
Twister zamrugał zaskoczony. Su-mil podążał za nimi cały czas, a teraz przykucał pomiędzy dwójką szturmowców z gotową do strzału bronią.
- Robi się – odkrzyknął, odkładając karabin i odpalając linę. Hak się zaczepił i, mając wolne obie ręce, nie miał większych kłopotów z przyciągnięciem go do miejsca naprzeciwko stanowiska ukrytego snajpera.
- Teraz!
Su-mil wystrzelił, a Twister skrzywił się nieznacznie, gdy część impetu eksplozji uderzyła w niego, niemal zwalając z nóg. Zerknął na wsteczny ekran, upewniając się, że jego opancerzone ciało osłoniło Su-mila, gdy zakołysała nim kolejna eksplozja, tym razem po drugiej stronie.
- Czysto – zameldował Watchman. - Osłaniajcie mnie, a ja zajmę się drzwiami.
- Robi się – odpowiedział Twister, ponownie podnosząc BlasTecha.
Eksplozja miny zerwała ze ściany proporzec, odsłaniając wklęsłe metalowe drzwi z ukrytymi w nich wąskimi wizjerami i otworami strzelniczymi. Nic tam się nie poruszało; najwidoczniej siła wybuchu miny i odłamki, które przedostały się przez otwory w drzwiach przynajmniej chwilowo wyłączyły snajpera z akcji.
Nie mieli tyle szczęścia z drugim stanowiskiem. Twister dostrzegł jak lufa ciężkiego blastera wyłania się z niższego otworu i obraca się w kierunku intruzów przy drzwiach.
- Stań za mną! - wrzasnął do Su-mila, podnosząc broń i posyłając serię w kierunku otworu.
Nie przyniosło to rezultatu. Lufa blastera nadal kierowała się w ich stronę.
Wtedy nagle grad strzałów odezwał się od strony korytarza. Pojawili się tam wycofani wcześniej przez Su-mila Eikarysi, którzy atakowali teraz, biegnąc przez pomieszczenie i mierząc w Lakrańskiego snajpera
Ten zareagował dokładnie tak, jak Twister spodziewał się, że wyszkolony żołnierz powinien zareagować.
Porzucił atak na szturmowców, zwracając broń przeciwko nacierającym Eikarysom i wkrótce paru z nich w okrzykach bólu upadło na ziemię, gdy blaster zaczął zbierać swoje żniwo.
Ale było ich zbyt wielu, a Lakranin miał zbyt mało czasu.
W chwili, gdy Twister zaczął wspomagać nacierających ogniem, trójka byłych więźniów była już u celu. Z plecami przyciśniętymi do ściany po obu stronach wklęsłych drzwi, wepchnęli lufy swojej broni w otwór strzelniczy i pociągnęli parę razy za spusty. Broń snajpera zakrztusiła się, a po chwili jej wylot uniósł się do góry i ześlizgnął z powrotem do otworu.
- Sha-mees craa shes-ayi – krzyknął Su-mil. - Pochwaliłem ich męstwo w Twoim imieniu – pośpieszył z wyjaśnieniem Twisterowi. - Myślę, że nie masz nic przeciwko temu.
- W żadnym wypadku – zapewnił go Twister, gdy do otworu podbiegło dwóch kolejnych Eikarysów. Oddali jeszcze parę salw, żeby upewnić się, że stanowisko już się nie odezwie. - Dodaj jeszcze podziękowania za to, że w porę nam pomogli i powiedz im, żeby się rozproszyli i czekali w pogotowiu, dopóki nie otworzymy tych drzwi.
Su-mil wydał kolejne rozkazy i Eikarysi rozstawili się posłusznie w komnacie, wywracając stoły i krzesła, by osłonić się przed nadciągającą walką.
Skłóceni czy nie, nie ma to jak wspólny wróg, żeby się zjednoczyć.
Znów skupił uwagę na drzwiach. Z odłożonym na ziemię blasterem, klęczał przy nich Watchman, kończąc podłączanie mechanizmu umożliwiającego odcięcie przepływającej przez drzwi energii.
- Jak idzie?
- Prawie gotowe – zameldował Watchman.
Twister skinął głową i odwrócił się w stronę Su-mila.
- Jeszcze chwila ...
Nagle przerwał. Su-mil przyglądał się drzwiom, a jego wizerunek spłynął ciemną zielenią.
- O co chodzi?
- Te drzwi – powiedział powoli Su-mil. - Coś jest z nimi nie tak.
Twister poczuł dziwne mrowienie na karku. Jeden żołnierz ze złym przeczuciem to mogły być nerwy lub przereagowanie. Ale dwóch żołnierzy, mających złe przeczucia, to już było coś, czemu warto było poświęcić trochę więcej uwagi.
- Czy wiesz co?
- Nie – odparł Su-mil, a podczas gdy się zastanawiał, jego wizerunek jeszcze pociemniał.
- Wstrzymaj się na moment, Watchman – rzucił Twister i zaczął ponownie metodycznie przyglądać się drzwiom. Czujniki nadal wskazywały, że był to solidny metal, przez który przepływała energia o wysokim napięciu.
Może zamek. Nie, wyglądał w porządku.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym Eikarysi przygotowywali się do walki, świadom, że ucieka cenny czas. Warlord musiałby być ślepy i głuchy, gdyby nie zdawał sobie sprawy, że jego azyl został naruszony a bez względu na to, jak bardzo byliby związani ogniem jego najemnicy, bez wątpienia znalazłby sposób, żeby wysłać tutaj kilku z nich w celu odparcia zagrożenia.
I z pewnością właśnie tak było. Twister spojrzał w stronę korytarza, którym tu przyszli, spodziewając się dostrzec gromadę maszerujących ku nim, uzbrojonych Lakran.
Ale korytarz był pusty, a przynajmniej dokąd sięgał jego wzrok.
Dokąd sięgał jego wzrok…
Parsknął ze złością. Takie proste i takie oczywiste.
- Zostaw to – zwrócił się do Watchmana. - To nie są drzwi.
- Co takiego? - szturmowiec spojrzał na niego zaskoczony.
- To przynęta – powiedział Twister, wskazując za siebie. - Czy umieściłbyś wejście do swojej twierdzy na końcu długiego korytarza, skąd Twoi wrogowie mogliby bez trudu rozpędzić jakiś taran, żeby w nie uderzyć?
- Nie mówiąc o bezpiecznym strzale z wyrzutni rakiet – dodał Su-mil, którego wizerunek na nowo stał się ciemnopomarańczowy. - Oczywiście. Prawdziwe drzwi nie mogą się znajdować na linii korytarzy.
Twister przytaknął.
- A więc znajdźmy je.
Nie zabrało to wiele czasu. Teraz, kiedy już wiedział czego szukać, szybko zauważył niewielkie pęknięcia w zaprawie spajającej kamienie, parę metrów od stanowiska snajpera po prawej.
- Oto i ono – oświadczył, gestykulując karabinem w stronę pozostałych.
- Musimy się spieszyć – ostrzegł Su-mil, gdy dwóch szturmowców upychało błyszczącą pastę na krawędziach drzwi. - Być może istnieją inne wyjścia, którymi tamci mogą umknąć.
- A przynajmniej takie, o których Wy nie wiecie – zauważył Twister, skupiając na moment uwagę na pojawiających się w jego słuchawkach meldunkach. - A nawet jeśli by takowe istniały, nic im to nie da. Kompania Aurek przełamała obronę w tunelach i właśnie się przegrupowuje, razem z Cloudem, Shadowem i Eikarysami. Pojawią się tu za jedną standardową minutę.
- Czy powinniśmy na nich zaczekać? - spytał Watchman.
- Nie – odezwał się stanowczo Su-mil, błyszcząc oczami. - Zaszliśmy tak daleko. Niech nam będzie dane to zakończyć.
- Poza tym nadal kontrolują ze środka instalacje obronne – przypomniał mu Twister. - Im szybciej je przejmiemy, tym szybciej je wyłączymy.
Trzydzieści sekund później, wszyscy byli gotowi.
- Odsuńcie się – Watchman ostrzegł gromadzących się naprzeciwko drzwi Eikarysów. - Jak wybuchnie, to porządnie.
- I powiedz im, że pójdziemy przodem – dodał Twister, gdy Su-mil przetłumaczył ostrzeżenie Watchmana. - Wciąż mają niezłą siłę ognia, ale my jako jedyni jesteśmy w zbrojach.
Su-mil wydał kolejny rozkaz.
- Załatwione – zwrócił się do Twistera w basicu. - Zrobimy co trzeba.
- Doskonale – powiedział Twister, cofając się jeszcze o krok. - Watchman: wal!
Szturmowiec wdusił detonator i błyszcząca pasta zajaśniała w niszczącym blasku. Twister po raz ostatni sprawdził czujniki, spodziewając się, że część ze znajdujących się w środku Lakran może zdecydować się na przeprowadzenie wypadu przez któreś z wejść do twierdzy. Lecz najwidoczniej Warlord wolał trzymać swoich ochroniarzy pomiędzy sobą a atakującymi.
Odgłos błyszczącej pasty osiągnął crescendo i Twister zauważył, jak nagle kamienie pokrywają się siatką pęknięć, a po chwili całe drzwi zamieniają się w stertę poczerniałego żwiru. Odruchowo cofnął się, gdy deszcz drobnych kamieni przeleciał obok niego.
Przeciskający się obok Eikarysi niemal zwalili go z nóg i rycząc wniebogłosy, rzucili się do wejścia.
- Zaczekajcie! - krzyknął Twister. - Su-mil...
Ale Su-mil już dołączył do biegnących.
- Nasz świat! - rzucił oglądając się przez ramię. - Po naszemu!
A po chwili zniknął wewnątrz twierdzy, z której dochodziły odgłosy prowadzonego ciężkiego ostrzału. Zmełłszy przekleństwo, Twister odzyskał równowagę i próbował przecisnąć się przez tylne szeregi Eikarysów, słuchając bezradnie dźwięku strzelających blasterów i krzyków ofiar.
I nagle, równie błyskawicznie jak się zaczął, ostrzał się skończył. Przepchnąwszy się w końcu przez grupę Eikarysów, Twister znalazł się wewnątrz.
Twierdza przedstawiała obraz masakry. Ciała Eikarysów leżały dosłownie wszędzie. Część z nich drgała jeszcze, ale większość trwała bez ruchu, przyciśnięta do ziemi ręką śmierci. Jakiś tuzin z nich trzymał się jeszcze na nogach. Część trzymała się za poranione torsy i kończyny.
Obok nich leżały w bezładzie ciała kilkunastu Lakran, do niedawna ochroniarzy Warlorda. Żaden z nich już się nie poruszał.
Za nimi widać było samego Warlorda, wciąż ubranego w swoją osobliwą zbroję.
Leżał na plecach na podłodze z rozłożonymi rękami i skierowaną ku górze twarzą. Nad nim, przyciskając mu dłonie do podłogi, stał z odbezpieczoną bronią Su-mil.
Ale nie zamierzał dobić Warlorda, jak wymagał tego eikaryjski kodeks honorowy. Zamiast tego celował w ustawionych przed nim w półokrąg Eikarysów.
Spojrzał na Twistera, który przepchnął się przez pierścień tubylców.
- Mówiłem im – oznajmił świszczącym głosem i dopiero wtedy Twister zauważył poczerniały ubiór na jego lewym boku. - Zawarliśmy układ. Uwolniłeś więźniów, a ja pozostawiłem Warlorda przy życiu.
- Dziękuję – powiedział Twister, uruchamiając komlink. Podszedł do Su-mila i odwrócił się do pozostałych Eikarysów. Odruchowo zarejestrował głuche odgłosy obsługiwanych przez Watchmana wyłączników, które dezaktywowały systemy obronne twierdzy.
- Dowództwo, tu Aurek-Siedem – meldował. - Spenetrowaliśmy twierdzę i właśnie wyłączamy jej systemy.
- Potwierdzam, Aurek-Siedem – odpowiedział skrzypiący głos. - Co z Warlordem?
Twister poczuł, że Su-mil oparł się o jego bok.
- Mamy go – powiedział dowódcy. - Dzięki Eikarysom.



1 2 (3) 4

OCENY UŻYTKOWNIKÓW:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,71
Liczba: 7

Użytkownik Ocena Data
Przemekk9 10 2021-03-27 00:11:25
Bednarz 10 2010-05-07 18:45:13
Kassila 9 2009-11-03 16:29:36
Lord Jabba 9 2009-01-25 11:29:36
Bubi 9 2007-03-05 00:54:45
ooryl 8 2006-06-19 12:18:36
Czysty 6 2019-03-09 23:59:29


TAGI: Opowiadanie (oficjalne) (73) Timothy Zahn (35)

KOMENTARZE (3)

  • Bednarz2010-05-07 18:54:57

    Jak dla mnie idealne. Bo co tu dużo oczekiwać po opowiadaniu. 10/10

  • Lord Jabba2009-01-25 11:29:25

    Fajne opowiadanie, ktre należy traktować jako wprowadzenie do Survivor's Quest.9/10

  • cultist2007-02-20 11:27:47

    Opowiadanie jest całkiem nieźłe

ABY DODAWAĆ KOMENTARZE MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..