TWÓJ KOKPIT
0

W dżungli Coruscant :: Książki

Tytuł oryginału: STAR WARS: A Forest Apart
Autor: Troy Denning.
Przekład: Wojciech “Quother” Bogucki.
Korekta: Mateusz „Freedon Nadd” Smolski


Bastion Polskich Fanów Star Wars, Stopklatka i tłumacze nie
czerpią żadnych dochodów z opublikowanie poniższych treści.
Tłumaczenie jest wykonane dla fanów, przez fanów




Część pierwsza


Po drugiej stronie korytarza powietrznego, biegnącego obok domu Chewbaccy, znajdowała się Galeria Sasal, której czterdzieści wież otaczających antresole na otwartym powietrzu przypominało wielkością Studnię Umarłych na Kashyyyku. Obok galerii stał Kompleks Wauth, masywniejszy niż Góra Korrokrrayyo. Nieopodal wyłaniały się mirrstalowe iglice Ooe'b Towers, dorównujące wysokością drzewom wroshyr, i połączone ze sobą plątaniną pomostów dla przechodniów, co zawsze przypominało Chewbacce labirynty w Lesie Cieni. Nie byłoby uprawnionym stwierdzenie, że podobało mu się życie na Coruscant, ale przyzwyczaił się już nazywać to miejsce "domem" - biorąc choćby pod uwagę kontury i zagadkowość tego lasu, składającego się ze strzelistej linii budynków i durastalowych otchłani poniżej.
Stojąca u boku Chewbaccy jego towarzyszka życia, Mallatobuck, patrzyła przez transpastalową szybę, zahipnotyzowana rzeką pojazdów płynącą powietrznymi korytarzami.
- [Czy tak się właśnie odprężają na Coruscant?] - zapytała. Niebieskie oczy i miodowe futro nic się nie zmieniły od dnia, w którym Chewbacca ofiarował jej siebie. - [Okrążając świat w śmigaczach?]
- [Ależ nie] - pokusił się o żart Chewbacca. - [Osobiście to zarządziłem na Twoje powitanie.]
- [Uważaj. Wiesz, że zawsze wierzę Twoim słowom] - odparła Mallatobuck, nie odwracając się od okna. - [Mimo to wydaje mi się, że będę tęsknić za tymi rzekami pojazdów. Przypominają Kaskadę Rrynorrorun. Niekończącą się. Kojącą.]
- [Może i niekończącą się, ale żeby od razu kojącą?] - Chewbacca potrząsnął głową. - [To chyba nigdy nie próbowałaś zmienić korytarza w pionie, Malla.]
- [To prawda] - zgodziła się, - [Ponieważ wydawało mi się, że cenisz życie moje i naszego dziecka.]
- [W rzeczy samej. Wiesz, że nigdy nie pozwoliłbym Ci prowadzić.]
- [Co takiego?] - Malla wydała groźny pomruk, udając poirytowanie. - [Z taką gadką, to masz szczęście, że jesteś ojcem mojego syna.]
- [I to jak wielkie.]
Chewbacca uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Malla czekała na niego pięćdziesiąt lat, zanim wrócił ze swych młodzieńczych wypraw, a potem poślubiła go, wiedząc, że ma dług życia wobec Hana Solo, który uniemożliwi im wspólne zamieszkanie.
W momentach próżnego upojenia, Chewbacca uważał, że to jego siła i nieustępliwość w walce zdobyły mu jej oddanie. Ale gdzieś głębiej czuł coś innego.
Czuł, że był najszczęśliwszym Wookiem w całej Galaktyce.
Sprawdził czas i, zasmucony jak szybko upłynęły mu ostatnie godziny w towarzystwie Malli, oznajmił:
- [Pora na nas.]
- [Sprawdzę, czy Lumpy skończył już pakować prezenty] - Malla odwróciła się, a potem zatrzymała, wskazując na plastoidową, naramienną torbę leżącą w przedpokoju. - [To dziwne.]
Chewbacca zerknął w tamtą stronę.
- [Lumpy?]
Malla złapała go za ramię.
- [Galaktyczni Rebelianci] - westchnęła.
Chewbacca skrzywił pogardliwie usta.
- [Czy często się w to bawi?]
- [Tak] - odrzekła Malla. - [Ale tu przynajmniej ma prawdziwe zabawki.]
- [Prawdziwe zabawki?]
- [Tak] - stwierdziła Malla. - [Czy nie zauważyłeś jak Cię ubóstwia?]
- [Czy ma też moje hologramy?] - Chewbacca zaczął cieplej myśleć o Galaktycznych Rebeliantach.
- [W pewnym sensie] - z głosu Malli przebijała irytacja. - [On Cię naśladuje.]
Chewbacca uśmiechnął się.
- [Co w tym złego? Mały powinien mieć szacunek dla…]
- [To więcej niż szacunek] - weszła mu w słowo Malla. - [Posłuchaj, rzucasz za sobą ogromny cień - o wiele dłuższy stąd, niż gdybyś mieszkał z nami w Rwookrrorro. Lumpy tak bardzo próbuje być synem "Wielkiego Chewbaccy," że zaczyna to męczyć jego przyjaciół i irytować przeciwników - a kiedy chcą, żeby odwołał to, co mówi, wraca zawsze do domu cichy i pokrwawiony.]
- [Zawsze?]
Malla skinęła głową.
- [Doszło do tego, że już prawie nie wychodzi z domu.]
Chewbacce opadła szczęka.
Malla ponownie skinęła głową.
Chewbacca popatrzył gniewnie na drzwi.
- [Rozumiem.]
Ktoś tak silny jak Malla, łatwo mógł kogoś przekonać, że Lumpy nie cierpi z powodu nieobecności ojca, ale prawda była taka, że dług życia kładł się ciężarem na życie całej rodziny. Istniały rzeczy, których nawet najlepsza matka nie mogła nauczyć młodego Wookiego tak dobrze, jak zrobiłby to ojciec - a kiedy dochodziły do kłopotów opisanych przez Mallę, żaden ojciec nie mógł być lepszym nauczycielem niż Chewbacca.
Chewbacca odwrócił wzrok ku Malli.
- [Lumpy nie powinien z Tobą wracać.]
Malla uniosła brew.
- [Nie powinien?]
- [Przydałoby mu się spędzić trochę czasu z ojcem] - oznajmił pewny siebie. - [Nie dłużej niż standardowy rok lub dwa. Wszak w jego wieku nie powinien zbyt długo przebywać z dala od lasu.]
- [Nie, ee.., tak. To znaczy, chyba masz rację. Z tym lasem] - Malla zamrugała kilka razy, a kiedy wróciło jej opanowanie, wyraz twarzy stał się bardziej zamyślony. – [A co z Tobą? Dasz sobie radę?]
- [Jestem jego ojcem. I radę sobie dam.] - Chewbacce taka odpowiedź by wystarczyła, ale domyślał się, że Malla będzie chciała znać szczegóły. - [Mam dla niego pokój I jestem pewny, że Księżniczka wypożyczy mi od czasu do czasu Threepia.]
- [Robot protokolarny? Do nadzorowania Wookiego?] - Malla potrząsnęła głową. - [Chyba tylko z ogłuszającą pałą.]
- [Mam nadzieję, że nie] - przyznał Chewbacca. - [Chodziło mi o naszą ambasadę. Jest niedaleko stąd, a Księżniczka Leia ma dobre stosunki…]
- [Ty jesteś w dobrych stosunkach z naszą ambasadą] - Malla puknęła się w głowę. - [Czasami jesteś niemal uniżony.]
Choć "uniżony" nie było komplementem dla Wookich, Chewbacca nie zaprotestował.
- [A więc się zgadzasz?]
Malla myślała jeszcze przez chwilę, a potem oznajmiła:
- [Byłoby dobrze, gdyby się przekonał, że Twoje życie to nie jest jedna długa holoprzygoda. Powinien wiedzieć, że przez większość czasu wykonujesz normalne rzeczy: zajmujesz się "Sokołem" albo kryjesz się z Hanem po kątach, podczas oficjalnych ceremonii.]
Chewbacca spojrzał na nią z ukosa.
- [Czy właśnie tak myślisz?]
- [Niczyje życie, tak jak Twoje, nie było w ten sposób pokazywane w HoloNecie. Ty, i Han Solo oczywiście, powinniście być już z dziesięć razy martwi] - Malla wzięła go za rękę i skinęła głową. - [To by mu dobrze zrobiło.]
Chewbacca uśmiechnął się.
- [A więc postanowione] - ruszył w kierunku drzwi. - [Skończy grać w te swoje gry, a ja nauczę go jak wygrać walkę na pięści.]
- [Co takiego?] - Malla podążyła za nim. - [A jak to pomoże cokolwiek rozwiązać? Ucząc go walki na pięści spowodujesz, że Lumpy będzie mówił o Tobie jeszcze więcej i w dodatku będzie potrafił zmusić innych, by tego słuchali. A pozbawienie go tych jego gier sprawi jedynie, że będzie o Tobie mówił troszkę mniej.]
- [Przechodzi teraz pewien etap w życiu] - odezwał się Chewbacca. - [Zakończy go, gdy nauczy się pewności siebie, a to przyjdzie, gdy odniesie zwycięstwo.]
Doszli do drzwi i Malla złapała Chewbaccę za ramię.
- [Nasz syn próbuje być Tobą. W tym tkwi problem.] - jej głos był tak cichy, że Chewbacca musiał się nachylić, żeby cokolwiek usłyszeć. - [To co musisz zrobić, mój miły, to nauczyć go być sobą.]
Chewbacca przez chwilę rozważał słowa Malli i wreszcie skinął głową.
- [Zgoda. Musi się nauczyć być sobą. Ale musi się także nauczyć wygrywać walkę na pięści.]
Minął drzwi, wchodząc do swojego pokoju, w którym obraz Wookiego o kasztanowym futrze warczał znad podstawki holokomu. Pod wizerunkiem, widać było długą linię statystyk a nad nim wyświetlało się imię "Lumpacca."
Plastoidowe krzesło przed konsolą było puste, a w jej rogu widać było migoczącą wiadomość, grożącą zakończeniem sesji, jeśli gracz nie odpowie w ciągu trzydziestu standardowych sekund.
- [Lumpy?] - zawołał Chewbacca.
Gdy nie otrzymał odpowiedzi, wyszedł z pomieszczenia i rozejrzał się po przedpokoju.
Drzwi do łazienki były otwarte, ale wnętrze było pogrążone w ciemności. Tak samo było z obiema sypialniami.
Chewbacca poczuł ssanie w żołądku.
- [Lumpy?]
Za rogiem rozległo się przyciszone stuknięcie i najgorsze obawy Chewbaccy znalazły swoje potwierdzenie, gdy mijając przedpokój, zauważył kolejne otwarte drzwi - drzwi łączące tylną część mieszkania Wookiego z tylną częścią apartamentu rodziny Solo.
Malla zbliżyła się do niego i spojrzała mu przez ramię.
- [Nasz syn przeszedł przez te drzwi?] - zapytała. - [Lumpy?]
- [Nie posłuchał nas] - mimo, że bardzo chciał, by Lumpy odnalazł swój rrakktorr - śmiałość i zuchwałość w sercu Wookiech - Chewbacca był więcej niż niepocieszony faktem, że mały zaczął go szukać w luksusowym apartamencie Hana i Lei. - [A jeśli właśnie teraz zaczął się w jego życiu okres buntu, to wybrał sobie na to paskudny moment.]
- [To nie mógł być Lumpy] - sprzeciwiła się Malla. - [Przecież by mnie zawołał.]
- [To musiał być Lumpy. Wszak dom Solo jest pusty.]
Rada Tymczasowa wydawała tego wieczoru bankiet na cześć kolejnych, przyłączających się do Nowej Republiki światów. Leia, C-3PO i Winter byli w Pałacu Cesarskim, nadzorując przygotowania. Han, jak zwykle odkładając przygotowania na ostatnią chwilę, próbował znaleźć gdzieś krawca, który ekspresowo przygotowałby mu odświętne, cywilne ubranie.
Chewbacca ruszył w kierunku otwartych drzwi.
- [Lumpy! Niczego nie doty…]
Z głębi apartamentu dobiegł go głośny trzask.
- [To nie wygląda dobrze] - powiedziała Malla. - [Czy Księżniczka Leia bardzo się rozzłości?]
- [To zależy od tego, co rozwalił. Jeśli będzie to śpiewająca lampa, którą Jumerianie dali jej w prezencie ślubnym, być może nawet mu podziękuje] - stwierdził Chewbacca. - [Pozostaje mieć nadzieję, że nie stłukł Hanowi butelki "Ithoriańskiej Mgły." To byłoby bardzo niedobrze.]
Chewbacca wszedł do mieszkania Hana i Lei - przykładu alderaańskiej elegancji, nawet tutaj z tyłu - i ruszył w kierunku wykonanego z larmańskiego kamienia westybulu. Stamtąd korytarz prowadził do gabinetu Lei, sypialni, garderoby i przestronnego pomieszczenia odświeżającego, składającego się z siłowi, łaźni parowej i urządzeń wspomagających kąpiel, które potrafiły pulsować, podgrzewać, wytwarzać bąbelki i namineralizować kąpiących się do tego stopnia, że wpadali oni w stan ospałej błogości.
Przed garderobą Lei leżał stłuczony flakonik jej perfum, którego bursztynowa zawartość rozlana była na podłodze. Wewnątrz, pokój był zawalony porozbijanymi kosmetykami, rozrzuconą biżuterią, srebrną zastawą stołową, hologramami z gabinetu Lei i zestawem tysiąckredytowych żetonów, które Han trzymał na pamiątkę czasów, kiedy rozbił bank w kasynie Pavo Prime.
Z jednej z przepastnych szaf w głębi pokoju dobiegał szaleńczy łoskot.
Chewbacca właśnie chciał dać do niej nura, gdy Malla chwyciła go za ramię i szepnęła:
- [To mi nie wygląda na Twojego syna.]
- [Miło mi to słyszeć] - stwierdził Chewbacca. - [Bo gdyby tak było, to musiałbym…]
- [Nie Chewbacca, chodzi mi o to, że Lumpy nie jest taki niszczycielski. Nigdy nie zrobiłby czegoś takiego.]
Chewbacca przyjrzał się jeszcze raz bałaganowi na podłodze i ssanie w żołądku, którego wcześniej doświadczył, zamieniło się w strach. System bezpieczeństwa rozpoznawał Mallę i Lumpy'ego jako uprawnionych gości, ale mimo to, droid strażniczy powinien już się tu zjawić, by zidentyfikować hałasy.
- [Ktoś wyłączył system alarmowy] - szepnął Chewbacca. Łagodnie pchnął Mallę w kierunku westybulu. - [Znajdź komlink i wezwij ochronę budynku.]
- [Dobrze.] - Malla odwróciła się z powrotem. - [Jak tylko się upewnię, że nasz syn jest bezpieczny.]
Wiedząc, że lepiej schodzić z drogi jej matczynym instynktom, Chewbacca cicho warknął i zakradł się do szafy. Lumpy leżał na podłodze, wyjmując rzadką alderaańską zastawę stołową i cenną elektronikę biurową z rozdartego plecaka i upychając ją pospiesznie do jednej z ubraniowych toreb Lei.
W tylnej części szafy, obok niewielkiej dziury w ścianie, stał jakiś wymizerowany człowiek o mlecznej skórze. Celował z podręcznego blastera w głowę małego.
- Ani kroku dalej, Wookie! - głos napastnika brzmiał jak nierówny zgrzyt - o ile to był w ogóle głos. Jego spiczaste uszy odstawały od bezwłosej, wychudłej głowy, a wychudzony szkielet był tak cienki, że aż dziw brał, że jest on w stanie unosić swoje obdarte brzemię. Chewbacca nie był pewny rasy intruza, nie mówiąc już o jego płci. Mały, tępy nos i wysokie policzki sugerowały ludzką samicę, ale długi podbródek i cienkie szare wargi sprawiały wrażenie bardziej męskich.
- Jeszcze krok futrzaku i wypalę temu małemu trzecie oko.
Lumpy odwrócił się z szeroko otwartymi oczami, a jego miękkie, dziecięce futro układało się płasko na głowie. Ten widok był tylko potwierdzeniem żywionego przez Chewbaccę przekonania, że powinien koniecznie spędzić z małym trochę czasu. Rozdarty plecak sugerował walkę, a przecież Lumpy był niemal tak samo duży, jak mierząca w niego, wychudzona postać. Pewnie był też od niej dwa razy silniejszy.
Gdyby wiedział, jak sobie dawać radę, złodziej nigdy nie miałby szansy na wymierzenie w niego blastera, a mały mógłby bez problemu dokonać wyboru: uciec czy zaatakować. Zamiast tego, wyglądał na pozbawionego pewności siebie, a nawet zawstydzonego, jak gdyby to on odpowiadał za całe zamieszanie.
- [Widzę, że złapałeś włamywacza] - powiedział Chewbacca. Czuł napierającą na jego plecy Mallę i posunął się o krok do przodu, żeby zrobić dla niej miejsce. - [Doskonale. Han i Leia będą wdzięczni.]
Oczy Lumpy'ego zabłysły dumnie, ale głos zabrał złodziej.
- Cisza! Jeszcze jedno słowo od któregokolwiek z Was i...
- [Mój mąż wyrwie ci ręce] - zadudniła Malla. Zerwała z wieszaków Lei garść ubrań, żeby zrobić sobie więcej miejsca obok Chewbaccy. - [Puść naszego syna!]
Złodziej, który najwidoczniej nie rozumiał ani słowa w Shyriiwook, popełnił błąd kierując blaster w stronę Malli.
- Nikomu nie musi stać się krzywda.
Chewbacca zignorował go i postąpił pół kroku naprzód.
- [Lumpy, chodź...]
- [W porządku, tato!] - Lumpy rzucił się na złodzieja. - [Mam go!]
Ale Chewbacca widział, że Lumpy wcale go nie ma - głowa i ręce małego znów były na ziemi. Włamywacz bardzo łatwo uniknął ataku, chwytając Lumpy'ego za rękę i oplatając mu szyję płynnym ruchem ramienia tak błyskawicznie, że Chewbacca nie zdecydował się na skok w jego kierunku, choć właśnie się do tego przygotowywał.
Obawiając się, że Malla nie ma doświadczenia, żeby rozpoznać, z jak niebezpiecznym intruzem mają do czynienia, złapał ją powstrzymująco za łokieć. Próbowała strzasnąć jego rękę, ale jej nie pozwolił.
Złodziej, który nic z tego nie przegapił, uśmiechnął się.
- Dobry chłoptaś. A teraz, jak już wspomniałem, nikomu nie musi stać się krzywda.
Celując blasterem w pierś Chewbaccy, za pomocą palca u nogi przekopał się przez na wpół wypełnioną torbę ubraniową, wyciągnął z niej rządowy notes elektroniczny i podrzucił go zgrabnie do góry. Owinięta wokół szyi Lumpy'ego ręka wystrzeliła błyskawicznie do przodu i złapała notes. Zanim Chewbacca mógł zrobić jakikolwiek ruch, złodziej ponownie ściskał szyję mniejszego Wookiego.
- Wyjdźcie na zewnątrz i zamknijcie drzwi a wtedy ja zniknę - włamywacz wskazał na ziejącą obok niego dziurę w ścianie. - Wróćcie za trzy minuty, to odzyskacie małego całego i zdrowego.
Malla zaczęła się powoli wycofywać w kierunku drzwi ale Chewbacca szarpnął ją z powrotem.
- [Nie zostawimy go samego z naszym synem] - warknął. - [Pewnie potem zażąda okupu.]
- No dalej! - rozkazał intruz.
Chewbacca potrząsnął głową, wyciągnął rękę i uniósł jeden palec.
- [Lumpawarrump, chcę, żebyś do mnie podszedł]
Włamywacz wystrzelił, celując ponad ramieniem Chewbaccy. Trafił w suknie Lei i po chwili ostra woń stopionego jedwabiu wypełniła szafę.
- Następny nie chybi.
Chewbacca ponownie potrząsnął głową i podniósł drugi palec.
- Teraz, Lumpy.
- [Nie bój się] - dodała Malla. - [To nie czas, żeby się sprzeciwiać.]
- [Nie boję się] - rzucił Lumpy, choć futro miał oklapłe. - [Patrzcie!]
Chwycił oplecione wokół jego szyi ramię i pociągnął je do przodu, ale miał zbyt wyprostowane nogi, żeby móc przewrócić nawet kogoś o wiele mniej niebezpiecznego niż ten złodziej. Chewbacca pchnął Mallę w jedną stronę, sam rzucił się w przeciwną, a spanikowany włamywacz, nie dając sobie już najwyraźniej rady z jedenastoletnim Wookiem, począł zasypywać pokój blasterowymi błyskawicami.
- [Ugnij kolana, Lumpy!] - ryknął Chewbacca. - [A potem ciągnij.]
Lumpy ugiął kolana, a potem padł na ziemię pod ciężarem intruza. Chewbacca podniósł się na nogi i, cisnąwszy przed siebie pełną garść dymiącego jedwabiu, rzucił się na intruza.
W połowie drogi zderzył się z Mallą i oboje wylądowali o jakiś metr od złodzieja.
- Ostatnia szansa, futrzaku - perłowe oczy wpatrzone były w Chewbaccę. - Cofnij się albo Twój ...
Chewbacca wściekle zaatakował, posyłając niedoszłego porywacza na półki z butami. Podręczny blaster poleciał w róg, ale złodziej zrobił pół obrotu i stanął na nogi, nadal ściskając w ręku skradziony notes.
Chewbacca rzucił się do przodu. Ale z Mallą i Lumpy'm, w szafie było zbyt ciasno, żeby zrobić to w miarę szybko. Złodziej prześlizgnął się pod jego wyciągniętym ramieniem, odbił się od podłogi i zniknął w otworze, nogami do przodu.
Malla chwyciła Lumpy'ego w ramiona, a Chewbacca przecisnął się między nimi, sięgając ręką do przewodu serwisowego. Nie miał on więcej niż pół metra szerokości i ledwo mieścił w sobie ramię Wookiego. Ten podniósł się na kolana i zaczął poruszać ramieniem wewnątrz, natrafiając na rury, wiązki kabli i akcesoria wentylacyjne, ale nie na złodzieja.
- [Uciekł jak kkekkrrg rro] - oznajmił. Potem się odwrócił i zobaczył Lumpy'ego przytulonego do piersi Malli. - [Wszystko w porządku?]
Dziwny wyraz wstydu przebiegł przez twarz Lumpy'ego. Zmarszczył brwi i uwolnił się z objęć matki.
- [Ten złodziej jest ranny] - powiedział. - [Już go miałem, dopóki nie wyciągnął blastera]
Chewbacca wybuchnął śmiechem.
- [Czyż tak zawsze nie bywa?] - odstąpił od otworu i położył rękę na ramieniu Lumpy'ego. - [Ale dobrze zrobiłeś, Lumpawarrump. Bo to nie był zwykły złodziej.]
Lumpy otworzył usta.
- [Jak to?]
- [Czy zwykły złodziej zabrałby zwykły notes elektroniczny, a zostawił to?] - Chewbacca trącił nogą wysadzany klejnotami chronometr - podarunek od mieszkańców Bakury jako dowód wdzięczności za udział Hana i Lei w pokonaniu Ssi-ruuków. - [Przyszedł tu, by skraść informacje, nie bogactwo.]
- [Nasz syn walczył ze szpiegiem?] - spytała Malla.
Chewbacca skinął dumnie głową.
- [Tak uważam. Ktokolwiek to był, chciał, tylko upozorować włamanie.] - wyszedł za Mallą z szafy i podążył za nią do splądrowanej garderoby. - [Musimy wezwać służbę bezpieczeństwa Nowej Republiki.]
- [Służbę bezpieczeństwa?] - powtórzył Lumpy, który jeszcze siedział w szafie. - Przecież nigdy go nie złapią!]
- [Im wcześniej zaczną śledztwo, tym większe będą mieli szanse] - Chewbacca poprowadził Mallę przez westybul, w kierunku przetrząśniętego gabinetu Lei. - [Dlatego musimy się pospieszyć.]
- [Ale ten przewód jest tak długi jak korzenie wroshyra!] - głos Lumpy'ego był wyciszony przez wylot przewodu serwisowego. - [A ten szpieg może sobie w nim wyciąć drogę ucieczki w dowolnym miejscu.]
- [Chodź tu, Lumpy] - Malla cofnęła się do szafy. - [Twój ojciec powiedział…]
- [Mam lepszy pomysł.]
- [Nie!]
Chewbacca i Malla zaryczeli w tej samej chwili, rzucając się do wnętrza szafy.
Lumpy już wcisnął się do otworu.
- [Tylko ja jestem na tyle mały, by się tu zmieścić] - chwycił jakieś rury i zniknął z pola widzenia. - [Spotkamy się na dole. Poczekam tam na Was, dobrze?]
- [Niedobrze!] - Malla pośpieszyła ku dziurze i wetknęła doń głowę. - [Lumpy…]
Chewbacca zaszedł ją z tyłu i zatkał jej dłonią usta.
- [Nie wrzeszcz] - odciągnął ją delikatnie, zastanawiając się już, z kim powinien się skontaktować, by się dowiedzieć, dokąd prowadzi przewód serwisowy. - [Lumpy będzie bezpieczniejszy jeśli szpieg nie będzie wiedział, że ktoś za nim idzie.]
Malla wtuliła się w niego.
- [Chcesz, żeby tam poszedł?]
Chewbacca potrząsnął głową.
- [To niebezpieczne, a on nie jest gotowy.] - nie mógł się powstrzymać od uśmiechu. - [Ale to było odważne. Nasz syn niedługo odnajdzie swój rrakktorr.]
Malla odwróciła wzrok i wpatrywała się w drzwi.
- [To nie rrakktorr, mój mężu. To Galaktyczni Rebelianci.]


(1) 2 3 4

OCENY UŻYTKOWNIKÓW:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,00
Liczba: 8

Użytkownik Ocena Data
Obi-Wan Skywalker 8 2011-11-28 17:56:11
Bubi 8 2007-03-05 16:59:24
Burzol 8 2006-10-08 23:22:24
Bednarz 7 2010-05-10 18:07:46
Lord Jabba 7 2009-03-22 15:51:57
SALVO 7 2006-10-20 15:39:32
ooryl 7 2006-06-14 01:06:20
Mistrz Seller 4 2007-07-02 15:38:51


TAGI: eBook (23) Opowiadanie (oficjalne) (73) Troy Denning (23)

KOMENTARZE (7)

  • Obi-Wan Skywalker2011-11-28 17:59:57

    Ach, dam 8/10. Fajnie, że dowiadujemy się, że Chewie też ma uczucia, też może być śmieszny i też ma własne problemy. Nie podobało mi się, że mały droid zastawia pułapkę, mogącą zniszczyć Nową Republikę i przypadkiem znajduje ją nie kto inny jak Chewbacca. Poza tym Denning - jak zawsze - dobrze wypadł. :)

  • Bednarz2010-05-10 18:11:03

    Opowiadanie nie porywa ale jako chwilowy przerywnik między książkami, nie mam nic przeciwko. I z mojej strony pochwała dla tłumacza za tytuł. Brzmi zdecydowanie bardziej klimatycznie. 7/10.

  • Lord Jabba2009-03-22 15:51:43

    Fajne opowiadanie.Plus za klimat dolnych poziomów Coruscant.

  • SALVO2006-10-20 15:39:04

    Takie sobie.

  • Burzol2006-10-08 23:22:07

    Ach, ci Wookiees. Ach te Wookie. Ach, ach.

    Bardzo sympatyczne to opowiadanko. Sympatyczne, bo wreszcie jest o Wookiech i dzięki niemu od razu przypominają się trzy sceny z historii galaktyki: wielka małpa w kantynie w Mos Eisley, która nazywa siebie drugim pilotem Hana Solo; radosna Woocza rodzina w Holiday Special, i wreszcie wielki księżyc spadający na Sernpidal. Tyle było Chewiego w SW. Dobrze, że powstało to opowiadanko.

  • Freed2006-05-28 19:56:25

    Bo "Daleko od lasu" brzmi bardzo średnio. ;]

  • Jaro2006-05-28 18:38:14

    opowiadania na razie nie chciało mi się czytać, ale już widzę minus dla tłumacza - tak jak w "Bane'ie", tak i tu, zbytnia dowolność w tłumaczeniu tytułu. Czemu nie ma po prostu "Daleko od lasu" (ew. "domu")

ABY DODAWAĆ KOMENTARZE MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..