Humor

Imperium Kontratakuje oczami Luke`a Skywalkera

Znów patrol na tym wygwizdowie... Dlaczego ja - komandor Skywalker - musze marznąć na tym pustkowiu? Dobra, koniec, dzwonię do Hana. Powiedziałem, że nic żywego tu nie ma, ale coś spadło i zaraz to sprawdzę. Myślałem, ze to meteoryt... Przez to mnie o mało jakieś futro nie zjadło. Słuchajcie jaka jazda. Jadę sobie do meteorytu, a tu nagle SRU! w łeb i chyba spadłem z tauntauna. Budzę się - coś nie tak. Chcę wstać - ale jakby stoję... Rozglądam się - no ewidentnie coś nie tak... Chwila namysłu - to ja jestem 'jakoś nie tak'. Chciałem się odczepić, ale śniadania nie jadłem... Mięśnie brzucha słabe, to nawet się za nogi nie zdążyłem chwycić jak znów dynałem. Ale patrzę- ten miecz co mi tatuś chciał dać, ale nie zdążył- leży w zaspie. Był trochę za daleko, nie mogłem sięgnąć, już chciałem robić linkę z szalika... Ale przypomniałem sobie, jak mi Ben pokazywał z tą łyżką, co ją wygiął bez dotykania... No za n-tym razem się udało, przyciągnąłem sobie ten miecz! Zdolniacha jestem, nie? Pociachałem stwora w plasterki, a wieeeelki był... no z 10 metrów miał chyba, z 10 łap, pazury jak sztylety, zęby wieelgachne... i zionął ogniem... No i wyszedłem spokojnie, idę sobie do bazy... 'potkłem się' Wylądowałem twarzą w śniegu. Chyba za szybko wstawałem, bo mnie zamroczyło. Jakieś pierdoły mi się śniły - Ben coś ode mnie chciał, jakąś diodę miałem mu załatwić. Albo jogurt... coś takiego. Miałem się nauczyć robić jogurty chyba... No i że na Dagobah mnie nauczą, bo jego tez nauczyli. Słabo to pamiętam, Ben mówił niewyraźnie i taki pogłos był. Już się zbieram do wstawania, to mnie mało Han jaszczurem nie rozdeptał. Zacząłem opowiadać co mi się śniło (może odrobinę zbyt chaotycznie), ale on chyba nie chciał tego słuchać, bo mówił coś jakby: "Nie rób mi tego, mały!", po czym wsadził mnie w śmierdzące bebechy tauntauna... Gdy się ocknąłem byłem w wieeelkim słoju formaliny, chyba uznali mnie za martwego i chcieli zostawić sobie na pamiątkę... Zacząłem się rzucać to mnie wyjęli. Han się z Leią kłócił czy ona go kocha, czy ona go nie kocha...Standard, oni tak zawsze. Zamyśliłem się gdzie jest mój miecz, bo nie miałem go przy sobie. Z zamyślenia wyrwała mnie Leia... i to jak... Ona mnie całuje, a ja nie wiem o co chodzi. No ale okay, myslała, że już po mnie. To już się mam relaksować... ALARM! Jak zwykle Imperium wybrało doskonały moment. To się ubrałem i idę do Wedge'a. Przed drzwiami stoi droid medyczny i nie chce mnie wpuścić - Wedge jest chory i niegdzie nie idzie... Suuuper, po prostu świetnie. Dostałem z przydziału jakiegoś Dacka do strzelania. Chłopak chyba jakichś prochów nabrał, bo sam chciał całe Imperium roznieść. Z takimi trzeba delikatnie, więc potakiwałem. Lecimy... Ledwie wylecieliśmy z bazy, jeszcze dobrze nie widziałem co dokładnie nas atakuje, a Dack już martwy... Zażywasz - przegrywasz. Jakieś 'ufo' pełnie wziął... Drapał go vonskr. Już miałem zawracać, gdy zoreintowałem się że jestem 'leader' i nie mogę tak sobie uciec. Pomyślałem ze jak będę dawał głupie rozkazy to mnie wywalą i ktoś inny będzie 'leader'. Co tu takiego głupiego powiedzieć? Dobra, mam! "Celujcie harpunami w nogi, ja nie mogę strzelać, strzelajcie za mnie". Patrzę, oczom nie wierzę... Oni strzelają. Już miałem mówić, że to joke, ale patrzę - AT-AT leci na pysk! No kto by pomyślał... Zastanawiam się co by tu głupszego powiedzieć... SRU! Dostałem... No to myślę - po mnie, poddam się. Tylko jak... Proste pomysły są zazwyczaj najlepsze - wejdę do AT-ATa. Wziąłem linkę z wyciągarką, ziuuum i jestem na górze. Właz zamknięty. Pomogłem sobie mieczem, coś strzeliło, jakieś iskry... Potem powiedzą, że im popsułem... Dobra, spadam. AT-AT leeeci... Łubudu! Plan 'c' - wracam do bazy. Słyszę jakieś 'ziuuum' - Sokół wylatuje z głównego hangaru! Hura! Macham, żeby mnie zabrali... Chyba nie widzieli, spieszyli się. Przed bazą już stał mój (no tak naprawdę, to nie mój) X-Wing, z Artoo na stanowisku. Wystarczyło znaleźć dobry pretekst, żeby odlecieć. Podszedłem do jakiegoś oficera: "To ja polecę osłaniać HGW 1138, okay?" Zgodził się bez problemu i powiedział, że jestem odważny- ciekawe, co to jest HGW 1138 ? Wsiadłem do myśliwca, lecę... Skoro ukradłem X-Winga to dla Rebelii jestem spalony, a z czegoś żyć trzeba. Męska decyzja - będę robił jogurty. "Tak, Artoo, lecimy do układu Dagobah..." Lecieliśmy długo, chyba się zdrzemnąłem za sterami, obudziłem się - bagno. Dosłownie i w przenośni. Wysiadłem, nie było jak przejść, no to chlup! Artoo też chlupnął. Droidy nie lubią wody, to wyskoczył jak oparzony. Gdy go znalazłem akurat wymiotował. Pierwszy raz widziałem, żeby astromech rzygał. Jak już mu przeszło zacząłem rozbijać obozowisko. Wyciągam pudło ze sprzętem - słyszę jakiś chichot. Odwracam się celując z blastera - żaba! (Widziałem takie cudaki kiedyś na obrazku, ale tamto nie miało uszu.) No to jednak nie była żaba, bo one nie gadają. Ten osobnik chyba dopiero się uczył mówić, bo miał składnie jak Gunganin na prochach. Stwór zaczął mi wyjadać racje, ukradł latarkę diodową... Nie dość, że bagno, to ten mi jeszcze bałagan robi. Powiedziałem mu, jak mi zgubi tą diodę to będę jej potem szukać. On się ożywił: " Aaaa... Yody szukać! To niedaleko, pomogę ci” No ja wiem, ze jak mu ta latarka upadnie to nie trzeba będzie daleko szukać, ale skoro pomoże ją znaleźć to okay. Zaczęło trochę padać, więc stworek zaprosił mnie do swojej lepianki. Na rozgrzewkę zrobił jakiegoś wywaru, smakowało jak jakaś zupa na korzeniach, lub ziołach - w smaku dziwne. Zielony zaczął mnie pytać po co przyleciałem na takie peryferie, wiec powiedziałem: "Głównie ze względu na ojca..." -mając na myśli to, że nie zostawił mi środków do życia i zamierzam zarabiać na siebie produkcją jogurtów. Stworek znów się ożywił - zaczął opowiadać jaki z mojego ojca był Jedi. Cała sytuacja zaczęła mnie denerwować, wiec dość agresywnie zapytałem: "Skąd wiesz? Nie znałeś go! ...co ja tu w ogóle robię?!" Zbytnio się uniosłem. Uderzyłem głową w dach lepianki. Zielony chyba dosypał jakich dragów do zupy (pigułka gwałtu?), bo zaczął gadać z powietrzem, a ja to słyszałem. Prawdopodobnie to rozświetliło mi umysł, bo zrozumiałem - z jogurtami to była przykrywka! Dioda to pseudonim zielonego, niezbyt oryginalny, bo naprawdę nazywa się Yoda. Z rozmowy wynikało, że ten zielony mnie będzie szkolił na rycerza Jedi! Potem się zamyśliłem, było fajnie, więc zamyśliłem się drugi raz. Nagle Yoda pyta mnie czy skończę co zacząłem. No chyba o zupę pytał, sprawdzał czy boje się tych narkotyków. "Nie zawiodę cię! Nie boje się!"- powiedziałem i dokończyłem zupę. Yoda zaśmiał się i powiedział, ze jeszcze zacznę się bać. Następnego dnia Yoda wszedł do plecaka i powiedział, ze biegniemy. Zabawne, bo przez całą drogę tylko ja biegłem, a on mnie poganiał. Po drodze mówił coś jeszcze, ale w uszach mi szumiało i mało rozumiałem. Wyłapałem tylko określenie "Ciemna Strona" i jako sprytny chłopak domyśliłem się, ze chodzi o jakiś narkotyk, bo na Tatooine były podobne nazwy. Zapytałem: "Czy Ciemna Strona jest silniejsza?” (...od tego co było wczoraj w zupie? - chciałem dodać, ale mi przerwał.) "Nie! Nie silniejsza. Szybsza, łatwiejsza, bardziej nęcąca." No zrozumiałem - szybciej działa, łatwiej zdobyć i kusi niską ceną. Po twarzy mistrza było widać, że spróbował w życiu wielu rzeczy, nawet na tych strasznych narkotykach się znał. Zrobiło się zimno, ale Yoda oczywiście doszukiwał się w tym nadprzyrodzonych rzeczy. Poczułem, ze wieje z jaskini, mistrz powiedział: "Śmierć czujesz!" Chodziło mu o chłód, miał problemy z wysławianiem się. Narzuciłem kurtkę i poszedłem sprawdzić skąd ten przeciąg. To co wydarzyło się później można racjonalnie wyjaśnić. Światło z mojego miecza odbiło się od gazu z gnijącego bagna i stworzyło trójwymiarowy ruchomy obraz walczącego Dartha Vadera. Jestem dobrym uczniem, więc szybko rozwiałem ten obłok gazu i wyszedłem na powietrze, bo gaz może być niebezpieczny dla zdrowia. Po jedzeniu trenowałem dalej, Yoda kazał mi stać na rękach, on siedział na moich nogach... jakieś takie skomplikowane. Krew mi napłynęła do głowy, w uszach mi szumiało... Yoda mówił ze to pomaga się skupić. Nie chciałem brać tych świństw co on, więc musiałem się skupiać w ten sposób. Po paru wywrotkach twarzą na pysk (całkiem niezła motywacja) umiałem już podnosić Mocą przedmioty: kamienie, pudła, a nawet Artoo. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie X-Wing zapadający się w bagno. Yoda kazał mi wyćiągnąć go Mocą, ale zwątpiłem w siebie. Gdy mistrz przekonał mnie, że wielkość się nie liczy przystąpiłem do działania. Szło mi naprawdę dobrze, ale Artoo mnie zagadał i X-Wing poszedł na dno. Zrozpaczony wizją pozostania z mistrzem na zawsze poszedłem płakać w krzaki. Na szczęście Yoda wyciągnął myśliwiec na ląd. Wróciliśmy do szkolenia - znów stanie na rękach, ale w wersji trudniejszej. Znów było pięknie, ale przez blaszaka spadłem głową na kamień. Przyśniło mi się, ze Leia ma kłopoty. Musiałem lecieć na Bespin do Cloud City. Yoda nie chciał mnie puścić, najwyraźniej przywiązał się do mnie. Nawet Ben mówił mi, żebym nie leciał, ale oni obaj nie wiedzą jak jestem potężny! Potrafię podnieść kamień! Powiedziałem, ze muszę lecieć i już! No to lecę! Po paru godzinach doleciałem, przebrałem się na lądowisku w nowiutki mundur i poszedłem szukać Lei. Skradałem się niczym drapieżnik szukający ofiary. Byłem cichy i niewidoczny jak cień. BIP! BIIIP! BIP BIB! Za mną jechał Artoo pogwizdując, ten to potrafi zepsuć zabawę... Już miałem go walnąć, gdy tuż obok mnie eksplodowała ściana! Łaa! Z piskiem odskoczyłem... No co? Byłem zamyślony. Odpowiedziałem ogniem. W tłumie szturmowców i oficerów imperialnych mignęła mi Leia, krzyczała coś, ale słabo słyszałem. Zdaje się, że: "Luke, gdzie sałatka?!" Potem wszyscy weszli do windy. Zrozumiałem w mig! Szykuje się jakaś większa impreza, a Leia ma kłopot, bo nie wzięła nic do jedzenia, a głupio tak z pustymi rękami przychodzić. Musze znaleźć jakiś bufet, sklep, czy inną małą gastronomię. Ciężko się połapać w tych korytarzach, wszedłem do jakiegoś ciemnego pomieszczenia.... Nagle zapaliło się światło! Hura! Zrobili mi urodzinowe przyjęcie-niespodziankę! Hej, ale ja urodziny miałem ponad dwa miesiące temu... "Moc jest z tobą, młody Skywalkerze, ale nie jesteś jeszcze Jedi!" Odwróciłem się - Darth Vader! No po prostu lepiej trafić nie mogłem... Miało być przyjęcie, jest Vader. No ja mam szczęście... Ale chwileczkę - przecież ja jestem Jedi! Nawet te kamienie ponosiłem! Nie będzie mnie tu buc oszukiwał, bo chyba ja lepiej wiem! Wszedłem po schodkach gorączkowo szukając na mieczu włącznika... Jest! Ziuuuuum! No to walczymy... Szło mi jak zwykle całkiem nieźle... ale jemu szło lepiej. Wytrącił mi miecz, teraz mogę się tylko cofaaAAAAAAAA <ŁUP!>AAać. Ała... Wpadłem w jakiś kanał, słyszę na górze: "Łatwo poszło!" No nieee... Nie dam się! Prawie tydzień treningu nie może pójść na marne! (Trzy dni to prawie tydzień, nie?) Wyskoczyłem... i zaplątałem się w jakieś przewody, rury, kable... Brawurowo się z nich wydostałem - Vaderowi się spodobało, nawet mnie pochwalił. Odpowiedziałem mu, że jeszcze go zaskoczę, nie takie rzeczy umiem! (Kamień jeszcze potrafię podnieść!) Chwyciłem szybko miecz, zacząłem szarżować, Vader spadł na jakiś niższy poziom. No po prostu rządzę! Wyłączyłem miecz i spacerkiem wracam na imprezę... ZiuUUUuum!!! Tuż przed nosem śmignął mi miecz Vadera! On też potrafi podnosić przedmioty. Nawet rzucać umie. Gdyby tylko Yoda nauczył mnie odbijać... Jeden z klocków zbił takie wieeelkie okno, podciśnienie mnie zassało i siuuu - wyleciałem przez nie i tylko cudem zahaczyłem o poręcz. (Następnego dnia cud posiniał i obrzękł... ) Wygramoliłem się, twarz boli - chyba obita, mundur porwany - wstyd tak iść na imprezę. No i sałatki nie mam. Już miałem wyjść, ale Vader dalej swoje... Męczące się to zrobiło. Chyba się zdenerwował, ze tak słabo mu idzie, bo uderzał coraz mocniej. Na platformie był rozlany olej, poślizgnąłem się, walnąłem plecami o podłogę - Ała! Otworzyłem czy - Vader. Trzyma ten swój miecz przy mojej twarzy, zaraz mi rzęsy opali! Gadać coś tam po swojemu: "Jesteś pokonany, opór nie ma sensu! Nie daj się zabić, jak Obi-Wan!" Gadaj se gadaj. Odbiłem jego miecz, wstałem, on się zamachnął - uchyliłem się. Z całej siły walnąłem go mieczem w lewy bark! Wydał z siebie dziki odgłos: "UU... U-UŁŁAHHHUUUUAAAA!" Wkurzył się, nie jest dobrze! Odbijał mój miecz na wszystkie strony, uderzyłem w barierkę... Nagle podbił mi rękę do góry i AAAAAAA! Ten pajac odciął mi rękę! Ej, jaki cham! On jest nienormalny... Idę sobie. Do przodu się nie da, bo on tam stoi, więc cofam się na takie... coś. Cwaniak zmiękł, bo nie idzie za mną. "Luke! Nie zdajesz sobie sprawy ze swego znaczenia." No super - skoro jestem taki ważny, to dlaczego mnie pokaleczył? "Przyłącz się do mnie, a ukończysz szkolenie. Wspólnymi siłami zakończymy ten destruktywny konflikt i zaprowadzimy porządek w galaktyce!" Nigdzie z nim nie idę, to jakiś psychol... Zaraz mi jeszcze powie, że jest moim ojcem, albo, że Imperium zostanie pokonane przez Ewoki... Z filmów wiem, ze psychiczni i mordercy chodzą w maskach. -"Nie przyłączę się do ciebie!” On ciągnie dalej... "Gdybyś tylko znał potęgę ciemnej strony..." No Yoda mi opowiadał, ale to nie jest silniejsze od tego z zupy, więc można powiedzieć, ze znam... "Obi-Wan nie powiedział ci, co stało się z twoim ojcem" No i tu ma, skubany, rację... Zawsze jak pytałem to mówił jakieś brednie co to się kupy nie trzymają... No ale przecież nie przyznam mu racji! "Powiedział mi dosyć! Powiedział, że go zabiłeś!" - No bo tak powiedział. "Nie... Ja jestem twoim ojcem." ...ale jaja...tu mnie zagiął. "Nie... To nieprawda... To niemożliwe..." A on dalej: "Zawierz swoim uczuciom. Przekonasz się, że to prawda." Niby jak? Testy genetyczne? Ej, przy tym pobierają DNA przez zastrzyk... "NIEEEEEE!!!" Trzeba przyznać, ze ma tatuś gadane: "Możesz zniszczyć lmperatora. On to przewidział. To twoje przeznaczenie. Przyłącz się do mnie, razem będziemy rządzić galaktyką.Ojciec i syn. Chodź ze mną. To jedyne wyjście." No dobra, przekonał mnie... Idę. Patrzę w dół - ale wysoko - z wrażenia straciłem równowagę, chciałem się chwycić rurki, ale nie miałem czym... Spadam... lecę i lecę... coś mnie zassało, wpadłem do rury, zatrzymałem się... ZIUUM! Podłoga się zapadła a ja spadłem na jakąś antenę telewizyjną. Aż żal mi się zrobiło kogos komu zepsułem obraz i teraz będzie musiał wyjść poprawić tą antenę... Hej! To jest pomysł! Zacząłem trząść tą anteną, ale prawie spadłem. Zły pomysł. Hej! Znów mam pomysł! Skoro Leia mnie tu ściągnęła to teraz ja ją ściągnę. Jest przecież blisko, na tej imprezie. Skupiłem się... zamyśliłem... zasnąłem... Zdaje się, ze spadłem, ale akurat pode mną leciał Sokół i mnie zabrali. Potem słyszałem głos taty-psychopaty - miałem do niego przyjść. Ciekawe po co? Chyba po rękę... Jakiś czas potem na statku medycznym dorobili mi całkiem fajną protezę dłoni, a Leia opowiedziała mi co się stało na Bespin, ale jak pytałem o co chodziło z sałatką to się wykręcała, ze nic takiego nie mówiła... Aha, Hana zamrozili w karbonicie i wysłali do jakiejś Żabby De-cha, czy coś w tym stylu. Mi to całkiem na rękę, cwaniaczek startował do Lei, więc teraz nie mam konkurencji. Leia wynajęła chyba Sokoła razem z Chewbaccą jakiemuś kolesiowi, a on go odda na Tatooine. Nie wiem jak ona, ale ja nie zamierzam tam lecieć...



Michał 'Globus' Knapik


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,42
Liczba: 36

Użytkownik Ocena Data
Jacek112 10 2017-10-21 21:22:21
MaraJadeSkywalker1 10 2012-08-10 19:09:54
smajlush 10 2011-11-15 14:00:49
jedi20knight14 10 2011-03-11 15:49:45
Darth Kasa 10 2010-01-03 18:47:29
Sith Acolyte 10 2009-11-18 18:41:16
Karolina34 10 2009-10-10 18:10:20
Nomi Skywalker 10 2009-08-24 22:05:15
Luke S 10 2009-06-04 21:05:37
Kosak 10 2008-09-09 18:52:18
kefir 10 2008-05-31 10:40:07
JAX0 10 2007-02-03 21:24:18
Marquix 10 2006-12-22 16:54:01
Calista 10 2006-11-14 15:42:09
Ludwik 10 2006-09-27 13:06:48
Włóczykij 10 2006-08-31 11:58:24
Włochacz 10 2006-08-19 16:41:59
Jagd Fell 10 2006-08-10 12:54:32
Pajter94 10 2006-08-08 13:42:16
Sonne 10 2006-08-07 15:43:20
GGrievous 10 2006-08-06 19:27:53
Roney 10 2006-08-05 22:32:55
faultfett 10 2006-08-05 19:01:21
Globus 10 2006-08-05 15:28:21
Khameir Sarin 10 2006-08-05 13:10:47
Pio 10 2006-08-05 12:22:54
LoboCorazon 9 2013-10-14 11:41:27
Tonks 9 2009-11-18 16:20:33
Nadiru Radena 9 2008-09-10 18:32:51
Ssiruuvi 9 2006-10-03 18:11:51
dualsaber 9 2006-08-05 21:25:52
Immo 8 2006-08-08 12:54:57
BodomChild 8 2006-08-05 14:13:40
Strangler 8 2006-08-05 12:24:34
Mefisto 7 2006-08-05 15:00:50
Sangri 3 2006-12-09 23:20:06

Tagi: Epizod V: Imperium kontratakuje (42) Fanfik / opowiadanie (254) Parodia (20)

Komentarze (43)

Genialne, tylko co ja tu robię? Ten tekst powstał ponad 10 lat temu :P.

smakowe

Most impressive.

Gdyby nie zjadła ciastka przed przeczytaniem, to bym nie napisała tego komentarza :]

Aj piękne,10/10 nie spodziewałem się tego!

dobre,dobre

Świetne!

Super, świetne, genialne.. sorry naprawde tak się to wam podoba? Może dwa razy się uśmiechnęłam. Przepraszam, ale ten humor jest miejscami tak wieśniacki że .. trzy, jak nic.

Co tu można napisać.... Oczywiście lekko mówiąc to jest cool, extra, bajer, bomba MEGA odlot ;). Pliska opisz tak resztę części...

zarąbiste. chce wszystkie części tak opisane!!!

BUAHAHAAHAHAHAAAAHAHA!!!!!!!!! NAJLEPSZE OPOWIADANIE na ŚWIECIE!!!!! Spadłem z krzesła z 70 razy czytając to :D..

"Ej, przy tym pobierają DNA przez zastrzyk... "NIEEEEEE!!!" " -> spdałem z krzesła :D xD
10/10

TO JEST ZARĄBISTE!!! 10/10 oczywiście

kiedy kolejne ep.-y?

mf...mf hahahahahahahahahahahahaha! to jest super 10/10

Genialne po prostu genialne hahahaha "Zaraz mi jeszcze powie, że jest moim ojcem, albo, że Imperium zostanie pokonane przez Ewoki..." to jest świetne... kiedy kolejne epizody???? 10

Ach ten Darth Cham

bajeranckie

O ile pamietam widziałem go chyba dwa razy, ale byłem mały.(Pamiętam tylko, że był gburowaty i bucowaty :] )To jest jakiś mój krewny, ale nie wiem konkretnie kto :D

Globus, a ty znasz tego Tomasza?

Bo co ja zrobię, że mi sie podoba :) Może to głupie, ale sam się śmieję jak czytam :P

Uu - widzę, że oceniać już można :)
.
A autor nieskromny - tak się na dziesięć samemu ocenić? :>
.
;)

Miejscami fajne, ale druga połowa kiepska...

btw - czemu tego nie można oceniać? :> Gdzie je sonda? :>

Świetne! Choć... ne - nie czepię się niczego, bo w miarę czytania rogal nie znikał z mojej twarzy :)
Przesympatyczne :)
Sam pomysł b. fajosi - czekamy na relacje z ANH & RotJa ;)

W NT nie ma Luke'a więc nie wiem...
I chyba chodzi Ci o Tomasza Knapika, lektora telewizyjnego :]
"...czytał Tomasz Knapik"

Michał Knapik... Coś mi mówi to nazwisko... Chyba z jakis głos z kreskówki...

Khameir Sarin -> Pisałem ja :] Teraz planuję zrobić ANH, a ROTJ na końcu... (Ale na pewno pozostałe częsci będą)

"Jestem potężny! Umiem podnieść kamień!" :D i "CSM nie jest silniejsza od tego w zupie" :)

niezła sesja.gunganin na prochach wymiata :D:D:D

hahaha.... dawno się tak nie uśmiałęm. wujcio luke musi to przeczytać!

oł, extra :)

zajebiste :] czyta się raz dwa. to lubie. nie ciagnie sie w nieskonczonosc. kiedy bedzie ROTJ?

fajne choc momentami nie bylo nawet troszke zabawne

U mnię pod blokiem nie ma Ciemnej Strony, trzeba szukać gdzie indziaj:P

z wrażenia "mnie o mało jakieś futro nie zjadło" :) miła lektura na dobranoc ale dzieło literatury światowej to to nie jest :P jednak uśmiech był :)

hmmm...pół na pół - parę kawałków świetnych, innym razem parę ociera sie o dno. Ale ogólnie sympatycznie.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.